Autor: Easton Royce
Tytuł: Zły znak
Seria: „Z archiwum X” Seria Czerwona (tom III)
Wydawnictwo: Da Capo
Rok wydania: 1997
Liczba stron: 94
Moja ocena: 4/10
Są książki, które po przeczytaniu zostawiają człowieka z pewnym bagażem wspomnień i przemyśleniami, są też takie, o których zapomina się bardzo szybko. „Zły znak” Eastona Roycea należy niestety do tej drugiej kategorii.
Agenci FBI Mulder i Scully przyjeżdżają do niewielkiego miasteczka, w którym dochodzi do serii niewyjaśnionych zgonów licealistów. Mieszkańcy obarczają winą wyimaginowaną sektę satanistów. Wszyscy rozmawiają o tajemniczych rytuałach, krwawych śladach i całej masie lokalnych plotek. Mulder i Scully próbują natomiast ustalić, co naprawdę wydarzyło się w miasteczku.
I właśnie początek książki był tym elementem, który dał mi nadzieję, że może jednak będzie z tego coś ciekawego. Motyw satanistycznej sekty został tutaj początkowo przedstawiony całkiem interesująco. Dana Scully poddaje analizie podobne przypadki znane FBI. Zwraca uwagę na niezwykle charakterystyczny mechanizm powstawania takich historii. Niemal zawsze pojawia się ołtarz, na którym rzekomo składana jest ofiara z noworodka, choć nikt nie zgłasza zaginięcia dziecka. Pojawia się krew, której później nigdzie nie można znaleźć. Jest też obowiązkowo jakieś wielkie i groźne zwierzę, najczęściej wąż. Również te elementy pojawiają się w zeznaniach dwóch dziewczyn podających się jako świadkowie czarnej mszy. Scully zauważa, że w podobnych przypadkach niemal nigdy nie ma rzeczywistych dowodów na działalność satanistów, a całą historię napędzają plotki, strach i zbiorowa histeria. Jedna osoba coś usłyszy, druga coś dopowie, trzecia doda kolejny szczegół i po pewnym czasie wszyscy są przekonani, że widzieli satanistyczny rytuał. To naprawdę był dobry punkt wyjścia. Przez chwilę liczyłem, że autor wykorzysta ten motyw do stworzenia historii o ludzkiej podatności na strach i manipulację. Niestety, bardzo szybko okazało się, że „Zły znak” zmierza w zupełnie inną stronę.
Głównym pomysłem książki jest bowiem syzygia, czyli ustawienie trzech ciał niebieskich w jednej linii, która ma wpływać na ludzi przebywających w miasteczku. I tutaj zaczyna się dramat tej książki. Pomysł, że zbliżająca się koniunkcja planet wpływa na zachowanie mieszkańców, wydaje mi się po prostu wyjątkowo głupi. Zabrakło mi tu przekonującego uzasadnienia, dlaczego właściwie miałoby się dziać to, co się dzieje. Zamiast tajemnicy, która stopniowo nabiera sensu, dostajemy rozwiązanie oparte na czymś, co trudno potraktować poważnie nawet jak na standardy tej serii. Otóż wyobraźmy sobie że koniunkcja trzech planet oddziałuje tylko na jedno miejsce na naszej planecie, normalnie absurd.
Jeszcze gorzej wypadają bohaterowie. Dialogi między Mulderem i Scully bardzo szybko zaczynają się powtarzać. Do tego dochodzi zazdrość Scully o zainteresowanie Muldera detektyw White. Sam pomysł nie jest zły, szczególnie jeśli ktoś czytał „Plaga” (tom 10 serii zielonej) i relację między agentami, ale tutaj został wykorzystany w sposób dość toporny. Zamiast interesującego uzupełnienia relacji bohaterów dostajemy kolejne sceny, które sprawiają wrażenie dopisanych tylko po to, żeby przypomnieć czytelnikowi, że między Mulderem a Scully istnieje pewne napięcie.
Największym problemem jest zakończenie. Nie chodzi nawet o to, że nie jest ono zaskakujące. Jest przede wszystkim bezsensowne i głupie. Nie dostajemy porządnego wyjaśnienia, co właściwie stało się później z mieszkańcami miasteczka. Nie jest też powiedziane czy winni ponieśli odpowiedzialność za wszystkie popełnione morderstwa. Wątek, który powinien zostać rozwiązany, zamiast tego zostaje właściwie porzucony.
„Zły znak” jest książką krótką, łatwą i szybką w lekturze (95 stron, szerokie marginesy), ale trudno znaleźć w niej coś, co zostaje w pamięci na dłużej.