Autor: Karina Łagowska
Tytuł: Sonata jesienna na kota i wilkonczelę
Wydawnictwo: OdeSFa
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 522
Moja ocena 9/10
Wśród powieści wymykających się schematom i odważnie mieszających gatunki "Sonata jesienna na kota i wilkonczelę" autorstwa Karina Łagowska zdecydowanie
wyróżnia się na tle współczesnej literatury.
Akcja toczy się na warszawskim Ursynowie i została podzielona na dwa momenty w
czasie – rok 1994 oraz 2008. Głównymi bohaterami jest grupa dwunastolatków z
jednej klasy: Mateusz, Felek, Artur „Byku”, Sonia i Agata. Łączy ich silna
przyjaźń i wspólne spędzanie czasu. Na początku wszystko wydaje się zwyczajne,
ale to właśnie ta codzienność ma znaczenie. Autorka dobrze oddaje klimat lat
90. – dzieci biegające po osiedlu, proste rozmowy i swobodę, jakiej dziś trochę
brakuje.
Niewyjaśniona choroba jednej z bohaterek, ekscentryczny
Henryk oraz pojawienie się wilkonczeli – dziwnej istoty będącej połączeniem
wilka i wiolonczeli – sprawiają, że historia skręca w stronę horroru i science
fiction. Pojawiają się też Kataryniarze i tajemniczy Czarny Okręt. Mimo że
brzmi to nietypowo, całość jest spójna i dobrze poprowadzona.
Największą siłą tej powieści są bohaterowie. Każde z dzieci
ma swój charakter, historię i ciężar, który niesie. Szczególnie zapadł mi w
pamięć Struna – osiedlowy bandzior, który ma „łeb jak sklep” – oraz Felek,
postać tragiczna, której po prostu nie da się nie współczuć. To właśnie przez
ich perspektywę oglądamy makabryczne wydarzenia, których do końca nie rozumieją
– i to nadaje historii dodatkowej głębi.
Styl Łagowskiej jest bardzo barwny, momentami wręcz poetycki. Autorka chętnie
sięga po odniesienia do klasyki literatury, co dodaje tekstowi smaku, ale nie
przytłacza. Co ważne, potrafi też świetnie balansować między grozą a refleksją
– bo pod warstwą fantastyczno-horrorową kryje się opowieść o dorastaniu,
traumie i tym, jak dzieciństwo potrafi odcisnąć piętno na całym życiu.
Nie jest to książka bez wad. Zbyt duże odstępy między
akapitami (Prawdopodobnie wynika to z polityki wydawnictwa – mam inną książkę
od tego samego wydawcy i tam również pojawiają się duże odstępy między
akapitami). i momentami bardzo rozbudowane bloki tekstu mogą wybijać z rytmu.
Trafiają się też literówki. Na szczęście są to rzeczy czysto techniczne, które
nie psują przyjemności z czytania.
„Sonata jesienna…” to historia dla tych, którzy nie boją się
gatunkowych eksperymentów i lubią, kiedy książka zostawia po sobie lekki
niepokój. Trochę straszy, trochę wzrusza, a momentami zmusza do refleksji. I co
najważniejsze – zostaje w głowie na dłużej.