Autor: Michał Cholewa
Tytuł: Głos Kompani
Wydawnictwo: Warbook
Data wydania: 2026
Liczba stron: 592
Moja ocena 8/10
„Głos Kompanii” Michała Cholewy to powieść dark fantasy o wojnie widzianej z perspektywy ludzi, którzy znajdują się po stronie okupanta, co sprawia, że książka wyróżnia się na tle wielu typowych historii toczących się w realiach zawieruchy wojennej.
Ashven formalnie odzyskało pokój. Kapłani Kordesha zostali wyparci ze stolicy, król Joren odzyskał tron, a vidyjskie wojska mają pilnować porządku. Problem w tym, że wojna się nie skończyła. W górach pozostają siły uzurpatorki Larenny, w lasach działają lojaliści, a miejscowa ludność nie zamierza bez walki zaakceptować nowej rzeczywistości. W ten świat trafia Lirka. Początkowo jako pomocnik kupca, później jako tłumacz przydzielony do kompanii najemników współpracujących z vidyjskim korpusem ekspedycyjnym. Lirka jest idealistą. Próbuje zrozumieć sens tego, co się dzieje, i przede wszystkim przekonać innych, że wojna oraz okupacja są złe. Szybko jednak przekonuje się, że dla wielu żołnierzy, którzy nie mają zawodu, walka jest jedynym sposobem na zarobek. Zupełnie inną postawę prezentuje podsetnik Kaleas – człowieka, który zdaje się nie uznawać żadnych granic w czasie wojny. Jest brutalny, bezwzględny i przekonany o własnej bezkarności. Stanowi bardzo dobry kontrast dla Lirki. Jeden próbuje zachować resztki idealizmu, drugi dawno już się go pozbył. Ów kontrast między bohaterami to jedna z mocniejszych stron powieści. Michał Cholewa stworzył sporo wyrazistych postaci. Kapitan kompanii, sierżant Hagen, setniczka Casverden, Vexley, Genevieve czy wspomniany Kaleas, każdy z nich ma własny sposób patrzenia na wojnę i własne granice, których jest gotów – albo nie jest – przestrzegać.
Początek książki nie zrobił na mnie większego wrażenia. Historia rozwija się powoli i potrzeba czasu, żeby wejść w ten świat. Powieść została podzielona na cztery części: Lato, Jesień, Zima i Wiosna. Dopiero po pewnym czasie zacząłem naprawdę wsiąkać w przedstawioną historię. Szczególnie dobrze zadziałały fragmenty dotyczące działań pacyfikacyjnych i rekwizycji prowadzonych przez kompanie w okolicznych wioskach. Najmocniejszym fragmentem była dla mnie jednak pacyfikacja Rath i Myh’lai. Autor pokazuje tam wojnę bez filtrów i bez próby usprawiedliwiania którejkolwiek ze stron. To brutalny fragment, po którym musiałem po nim zrobić sobie przerwę. Rekwizycje, pacyfikacje, przemoc, strach i podporządkowanie ludności są częścią codzienności. Jednocześnie autor nie buduje prostego podziału na dobrych i złych. Pozytywnych postaci jest tutaj niewiele, a wojna szybko pokazuje, że moralność może być luksusem, na który nie każdy może sobie pozwolić.
„Głos Kompanii” jest przy tym ciekawy również dlatego, że odwraca typową perspektywę. W wielu opowieściach o okupacji główny bohater należy do podziemia, partyzantki albo ruchu oporu. Tutaj Lirka znajduje się po stronie sił okupacyjnych. Dzięki temu czytelnik obserwuje konflikt od środka – razem z ludźmi, którzy wykonują rozkazy i uczestniczą w działaniach przeciwko miejscowej ludności. To książka mocno osadzona w wojskowym klimacie. Jest w niej dużo żołnierskiej codzienności, rozkazów, hierarchii, działań w terenie i brutalnej praktyki prowadzenia wojny. Dużym plusem jest też nieprzewidywalność. Czytając książkę praktycznie do samego końca, nie byłem pewien, dokąd autor zmierza i jak zakończy tę historię. Podobały mi się również drobne elementy budujące wojskowy charakter powieści. Okrzyk kompanii „Jedno stado” czy określenie człowieka sparaliżowanego strachem – „martwy w głowę”.
„Głos Kompanii” to moje pierwsze spotkanie z Michałem Cholewą i zdecydowanie udane. Początek wymaga cierpliwości, ale kiedy powieść już się rozkręci, trudno się od niej oderwać. To konkretna, surowa i bardzo wojskowa fantastyka, która nie próbuje zrobić z wojny przygody.