Autor: Przemek Osowski
Tytuł: Wrona z Madenfal
Wydawnictwo: Seff-publishing
Data wydania: 2025
Liczba stron: 456
Moja ocena 9/10
Autor: Przemek Osowski
Tytuł: Wrona z Madenfal
Wydawnictwo: Seff-publishing
Data wydania: 2025
Liczba stron: 456
Moja ocena 9/10
Autor: Fred Hoyle
Tytuł: Czarna chmura
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2024
Liczba stron: 267
Moja ocena 7/10
Autor: Tymoteusz Adam Leonard Sokołowski, Agnieszka
Zasadzka, Aleksandra Rybacka, Daniel Chmarzyński, Sylwia Finklińska, Patryk
Gujda, Natalia Kędra, Jola Kitowska, Natalia Klimaszewska, Krzysztof Kotlarski,
Maria Krzywda, Wiktor Matyszkiewicz, Kamil Mosior, Cezary Romanowski, Dominika
Vicente, Jakub Wczasek, Joanna Zając, Jędrek Dżdżownica, Sylwia Koper, Łukasz
Maj, Mariusz Minkiewicz, Magdalena Targosz
Tytuł: Księga Miliona i jednej rozkoszy
Wydawnictwo: Wilki trzy i kot
Data wydania: 2026
Liczba stron: 440
Moja ocena 9/10
Autor: Wojciech
Gunia
Tytuł: Nie
ma wędrowca
Wydawnictwo:
C&T
Rok wydania:
2016
Liczba
stron: 168
Moja
ocena: 9/10
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Wojciecha Guni zaowocowało bardzo wysoko
postawioną poprzeczką. „Dom wszystkich snów” zrobił na mnie ogromne wrażenie,
dlatego po „Nie ma wędrowca” sięgałem z dużymi oczekiwaniami. Na szczęście
autor po raz kolejny udowodnił, że doskonale wie, jak budować atmosferę
niepokoju i opowiadać historie, które zostają z czytelnikiem na długo po
zamknięciu książki.
Fabuła
przenosi czytelnika do odizolowanego od świata tartaku, zwanego Bazą. Nowy dozorca
trafia do miejsca, które już od pierwszych stron wydaje się naznaczone czymś
złowrogim. Wraz z nadejściem zimy rzeczywistość zaczyna coraz bardziej mieszać
się z koszmarem, a bohater stopniowo odkrywa tajemnice swojego poprzednika oraz
wydarzeń sprzed wielu lat. Gunia buduje powoli napięcie, niemal niezauważalnie,
pozwalając czytelnikowi zanurzyć się w świecie pełnym lęku, osaczenia i
poczucia że wszyscy wokół wiedzą o tym, co dzieje się w Bazie ale celowo
milczą.
Największym
atutem książki pozostaje jednak styl autora. Gunia pisze w sposób niezwykle
charakterystyczny – jego rozbudowane, wielokrotnie złożone zdania pokazują jego
znakomity warsztatu ale również współgrają z atmosferą opowieści. Każdy akapit
zdaje się przemyślany, a język staje się narzędziem budowania emocji. To
właśnie sposób, w jaki autor operuje słowem, jest prawdziwym crème de la
crème tej powieści.
Ogromne
wrażenie zrobiły na mnie również dwie historie wojenne wplecione w główną
fabułę. Są niezwykle mocne, poruszające i pozostawiają czytelnika z ogromnym
ciężarem emocjonalnym. Po przeczytaniu każdej z nich musiałem odłożyć książkę i
sięgnąć po coś lżejszego do czytania, aby ochłonąć. Paradoksalnie właśnie
dlatego lektura liczącej zaledwie około 160 stron powieści zajęła mi aż cztery
dni.
Na
uznanie zasługują również bohaterowie. Są wiarygodni, pełni wewnętrznych
pęknięć i targani traumami, które okazują się równie przerażające jak
nadprzyrodzone zjawiska. Świetnie wypada także warstwa opisowa. Mroźna zima,
zasypane drogi, wszechobecny śnieg, przeszywający wiatr czy gorąco buchające z
suszarni zostały przedstawione bardzo plastycznie.
Motyw
duchów i elementy grozy są obecne przez całą powieść, ale nie dominują nad
historią. Stanowią raczej tło dla opowieści o traumie, winie i stopniowym
popadaniu w obłęd. Pod tym względem książka przypominała mi niektóre
opowiadania H.P. Lovecrafta, na końcu których bohater zatracał się w
szaleństwo.
Jedynym
elementem, który momentami utrudniał mi odbiór, było celowe unikanie przez
autora imion i nazwisk bohaterów. Zastąpienie ich oznaczeniami w rodzaju „B”
czy „J” z pewnością miało swoje uzasadnienie i wpisywało się w koncepcję
powieści, jednak chwilami wybijało mnie z rytmu czytania i utrudniało śledzenie
relacji między postaciami.
Mimo tej drobnej
uwagi „Nie ma wędrowca” to kolejna znakomita książka w dorobku
Wojciecha Guni. To horror dla cierpliwego czytelnika – taki, który nie straszy
nagłymi zwrotami akcji, lecz powoli i konsekwentnie buduje atmosferę,
pozostawiając po sobie uczucie niepokoju jeszcze długo po zakończeniu lektury.
Sięganie po książki debiutujących autorów zawsze wiąże się z pewnym
ryzykiem. Dla mnie jest to jednak przede wszystkim ogromna przyjemność. Uważam,
że wielu pisarzy w swoich pierwszych powieściach stara się podzielić z
czytelnikami tym, co ich zdaniem jest w danym gatunku literackim najciekawsze i
najważniejsze. Dlatego, sięgając po „Cienie nad Zefyrionem” Sylwii Zapaśnik,
liczyłem na jedną z tych literackich przygód, które na długo pozostają w
pamięci. Autorka zabiera czytelników do postapokaliptycznego świata, w którym
ludzie od pokoleń żyją pod ochronnymi kopułami, a nienawiść do demonów stała
się fundamentem funkcjonowania całego społeczeństwa.
Już sam pomysł na wykreowany świat zasługuje na uwagę. Dziewięćdziesiąt
pięć miast ukrytych pod magicznymi kopułami, zależność mieszkańców od kapłanów
podtrzymujących ochronne bariery oraz system oparty na wyzysku i religijnym
autorytecie tworzą interesujące tło dla wydarzeń. Autorka pokazuje
społeczeństwo pełne nierówności – zwykli ludzie ponoszą ogromne koszty
utrzymania systemu, podczas gdy kapłani żyją w przepychu, całkowicie odcięci od
problemów swoich poddanych. Jeszcze mocniej wybrzmiewa okrucieństwo Czerwonych
Likwidatorów, którzy nie ograniczają się jedynie do zabijania demonów,
torturują je i nie kryją z tym że wykorzystują seksualnie.
Na plus należy zaliczyć również prosty, ale funkcjonalny system magii.
Tworzenie ładunków mocy czy możliwość przejmowania energii przeciwnika nie są
przesadnie skomplikowane, dzięki czemu czytelnik szybko odnajduje się w
zasadach rządzących światem.
Największym problemem książki okazała się dla mnie główna bohaterka.
Adianna często zachowuje się impulsywnie, bywa kłótliwa, a niektóre jej decyzje
są wyjątkowo głupie. Zamiast wzbudzać sympatię, wielokrotnie wywoływała
irytację, co sprawiało, że z mniejszym zainteresowaniem śledziłem rozdziały
przedstawione z jej perspektywy.
Zupełnie inaczej odebrałem postać Calisto. Demon został wykreowany bardzo
przekonująco – jest inteligentny, odważny, obdarzony poczuciem humoru i
naturalnymi zdolnościami przywódczymi. Świetnie odnajduje się zarówno podczas
szkolenia żołnierzy, jak i w politycznych realiach królewskiego dworu. To
właśnie rozdziały prowadzone z jego punktu widzenia należały, moim zdaniem, do
najciekawszych fragmentów całej powieści. Gdy tylko narracja przechodziła na
Calisto, historia nabierała większej dynamiki i zwyczajnie czytało się ją z
większą przyjemnością.
Nieco gorzej wypada konstrukcja książki. Poszczególne rozdziały są bardzo
nierówne objętościowo, a pierwszy z nich liczy ponad sto stron. Niestety jest
przy tym mocno przegadany i rozwija się dość powoli, przez co początek może
zniechęcić część czytelników. Dopiero z czasem akcja wyraźnie przyspiesza.
„Cienie nad Zefyrionem” to propozycja dla czytelników lubiących mroczne
fantasy z elementami antyutopii, którzy są w stanie przymknąć oko na wolniejszy
początek i nierówną konstrukcję fabuły. Nie była to lektura, która całkowicie
mnie zachwyciła, ale z pewnością dostrzegam jej mocne strony i uważam, że wielu
miłośników gatunku może znaleźć w niej coś dla siebie.
Autor: Piotr Niwiński
Tytuł: Legalizacja Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej
Wydawnictwo: IPN
Rok wydania: 2024
Liczba stron: 312
Moja ocena: 4/10
Autor: Karina Łagowska
Tytuł: Sonata jesienna na kota i wilkonczelę
Wydawnictwo: OdeSFa
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 522
Autor: Anett Lievre, Camille O'Naill, Daria Smolarek, Ewa
Gralli, Ewa Maciejczuk, Ewelina Domańskiej, Justyna Chmiel, M.W. Jasińska,
Natalia Hermansa, PaulaUzarek, Paulina Grabara, Sandra Czoik
Tytuł: Magiczny kompas
Wydawnictwo: Nie powiem
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 324
Moja ocena 7/10