Brandon Sanderson, Idealny stan, recenzja

 

Brandon Sanderson, Idealny stan, recenzja

Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Idealny stan
Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 96
Moja ocena 6/10


„Idealny Stan” autorstwa Brandona Sandersona to historia na jedno posiedzenie – dosłownie kilkadziesiąt stron. Poznajemy Kairominasa, Bóg-Cesarza, który osiągnął absolutną władzę nad swoim światem. Pokonał wrogów, opanował magię i właściwie nie ma już nic do zdobycia. Aż nagle musi… iść na randkę z równie potężną władczynią z innego świata. I to właśnie ten punkt wyjścia jest jednym z ciekawszych elementów całej historii Sanderson sprawnie miesza tu fantasy z science fiction. Całość momentami przypomina Matrix czy Labirynt odbić.
Największy problem? Długość. Świat przedstawiony – tytułowe „Stany” – jest interesujący, ale ledwo zarysowany. Opisy są, ale raczej szczątkowe. Czytając, miałem wrażenie, że aż prosi się o więcej szczegółów: historia, zasad działania świata, jego historii czy mechaniki. Tym bardziej że Sanderson przyzwyczaił do dużo większego rozmachu.
Podobnie jest z bohaterami. Kai na początku potrafi irytować – zachowuje się trochę jak dziecko bawiące się władzą. Z czasem zyskuje, ale trudno powiedzieć, żeby była to jakaś głęboka czy szczególnie zapadająca w pamięć postać. Relacja z jego „randką” też ma potencjał, który nie do końca został wykorzystany.
„Idealny stan” to więc książka poprawna, z ciekawym pomysłem, ale wyraźnie zbyt krótka, by rozwinąć skrzydła. Dla mnie to najsłabsza rzecz Sandersona, jaką czytałem – nie dlatego, że jest zła, tylko dlatego, że przyzwyczaił mnie do znacznie lepszych historii. Można przeczytać, ale też bez większych emocji po zamknięciu książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz