Magiczny kompas, recenzja

Magiczny kompas, recenzja



Autor: Anett Lievre, Camille O'Naill, Daria Smolarek, Ewa Gralli, Ewa Maciejczuk, Ewelina Domańskiej, Justyna Chmiel, M.W. Jasińska, Natalia Hermansa, PaulaUzarek, Paulina Grabara, Sandra Czoik

Tytuł: Magiczny kompas

Wydawnictwo: Nie powiem

Rok wydania: 2025

Liczba stron: 324

Moja ocena 7/10

Antologie mają to do siebie, że oferują różnorodność, ale rzadko utrzymują równy poziom. „Magiczny Kompas”, zbiór opowiadań autorstwa m.in. Anett Lievre, Camille O'Naill, Darii Smolarek, Ewy Gralli, Ewy Maciejczuk, Eweliny Domańskiej, Justyny Chmiel, M.W. Jasińskiej, Natalii Hermansy, Pauli Uzarek, Pauliny Grabary i Sandry Czoik, dobrze wpisuje się w ten schemat – choć całość wypada całkiem przyjemnie. Motywem przewodnim jest fantasy często łączone z romansem. I tu pojawia się problem – dla mnie tego romansu było momentami za dużo. Część historii bardziej skupia się na relacjach niż na fabule, co nie zawsze działa na ich korzyść.
Na szczęście pojawiają się wyjątki. „Renifer” Ewy Gralli to baśń z morałem, która wyróżnia się na tle reszty. Najbardziej zapadły mi w pamięć opowiadania Pauliny Grabary, Natalii Hermansy oraz Camille O'Naill miały w sobie szczyptę grozy co dodało im nieco pikanterii. Dużym plusem jest mapa z zaznaczonymi miejscami akcji. To drobny, ale bardzo klimatyczny dodatek, który spaja cały zbiór. Poziom – jak to w antologii – jest nierówny. Obok tekstów wciągających są też po prostu poprawne, ale nie traktuję tego jako większej wady.
„Magiczny Kompas” czyta się lekko. Sam sięgałem po dwa opowiadania między innymi książkami, co dobrze się sprawdziło i pozwoliło uniknąć znużenia. To przyjemna, choć nierówna antologia – najlepsza dla fanów lekkiego fantasy z wyraźnym wątkiem romantycznym.


Brandon Sanderson, Idealny stan, recenzja

 

Brandon Sanderson, Idealny stan, recenzja

Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Idealny stan
Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 96
Moja ocena 6/10


„Idealny Stan” autorstwa Brandona Sandersona to historia na jedno posiedzenie – dosłownie kilkadziesiąt stron. Poznajemy Kairominasa, Bóg-Cesarza, który osiągnął absolutną władzę nad swoim światem. Pokonał wrogów, opanował magię i właściwie nie ma już nic do zdobycia. Aż nagle musi… iść na randkę z równie potężną władczynią z innego świata. I to właśnie ten punkt wyjścia jest jednym z ciekawszych elementów całej historii Sanderson sprawnie miesza tu fantasy z science fiction. Całość momentami przypomina Matrix czy Labirynt odbić.
Największy problem? Długość. Świat przedstawiony – tytułowe „Stany” – jest interesujący, ale ledwo zarysowany. Opisy są, ale raczej szczątkowe. Czytając, miałem wrażenie, że aż prosi się o więcej szczegółów: historia, zasad działania świata, jego historii czy mechaniki. Tym bardziej że Sanderson przyzwyczaił do dużo większego rozmachu.
Podobnie jest z bohaterami. Kai na początku potrafi irytować – zachowuje się trochę jak dziecko bawiące się władzą. Z czasem zyskuje, ale trudno powiedzieć, żeby była to jakaś głęboka czy szczególnie zapadająca w pamięć postać. Relacja z jego „randką” też ma potencjał, który nie do końca został wykorzystany.
„Idealny stan” to więc książka poprawna, z ciekawym pomysłem, ale wyraźnie zbyt krótka, by rozwinąć skrzydła. Dla mnie to najsłabsza rzecz Sandersona, jaką czytałem – nie dlatego, że jest zła, tylko dlatego, że przyzwyczaił mnie do znacznie lepszych historii. Można przeczytać, ale też bez większych emocji po zamknięciu książki.

Magdalena Sobota, Żywok, recenzja

Magdalena Sobota, Żywok, recenzja

 
 Autor: Magdalena Sobota
Tytuł: Żywok
Wydawnictwo: Wydawnictwo Książkowe HM
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 434
Moja ocena 1010



„Żywok” Magdaleny Soboty to powieść, którą trudno zamknąć w jednym gatunku. Choć na pierwszy rzut oka można ją uznać za horror o potworze zamieszkującym bieszczadzkie lasy, w rzeczywistości jest to przede wszystkim opowieść o ludziach, ich relacjach, tajemnicach i ciężarze przeszłości.
Już od pierwszych stron miałem wrażenie, że wchodzę w zupełnie inny świat. Zimowe góry, cichy las i spokój, który wcale nie daje poczucia bezpieczeństwa. Raczej ma się wrażenie, że gdzieś w tle czai się coś, czego nie chcemy spotkać. Ten klimat bardzo szybko mnie wciągnął. Z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej wchodziłem w tę historię i świat przedstawiony przez autorkę.
Punktem wyjścia jest przyjazd młodej studentki Inki do babci mieszkającej w niewielkiej górskiej wsi Paportynki. Dziewczyna nie ma pojęcia, jak wiele tajemnic kryje to miejsce – ani jak wiele przemilczeń kryje sama jej rodzina. Równolegle poznajemy Wojtka, samotnego leśnika obdarzonego niezwykłym darem – potrafi dostrzec rzeczy, których inni nie widzą. Gdy w okolicy zaczynają ginąć ludzie, tylko on rozumie, że w górach rozpoczęło się coś znacznie bardziej niepokojącego niż zwykła seria tragicznych wydarzeń.
Co jednak ciekawe tytułowy Żywok wcale nie jest w tej powieści najważniejszy. Owszem, jego obecność unosi się nad całą historią niczym cień, ale książka Magdaleny Soboty przede wszystkim opowiada o ludziach. O mieszkańcach Bieszczad, ich codzienności, troskach, relacjach rodzinnych i sąsiedzkich. Tragedie i zbrodnie są tutaj raczej tłem niż głównym motorem fabuły. Dlatego też ta powieść to dla mnie bardziej połączenie dramatu i horroru – i to zdecydowanie w tej kolejności. Ogromnym atutem książki są jej bohaterowie. Najbardziej zapadli mi w pamięć oczywiście Wojtek i Inka. Wojtek to postać niezwykle interesująca – samotnik balansujący gdzieś na granicy między intuicją a czymś, co inni mogliby nazwać szaleństwem. Jego samotność, wewnętrzne napięcie i świadomość tego, co nadchodzi, tworzą bardzo przejmujący portret człowieka, który widzi więcej niż powinien. Inka z kolei wnosi do historii zupełnie inną energię. Jej relacja z matką, problemy z chłopakiem i próba odnalezienia się w świecie, który nagle okazuje się znacznie bardziej skomplikowany niż sądziła. Warto też wspomnieć o bohaterach drugoplanowych. Babcia Joanna czy Karolowa nie są tylko dodatkiem do fabuły – każda z tych postaci ma w sobie coś autentycznego i wnosi wartość do całej powieści. Bardzo podobała mi się także wielowątkowość tej historii. Autorka porusza wiele tematów: toksyczne relacje rodzinne, samotność prowadzącą na skraj obłędu, stare tradycje i zabobony wciąż obecne w życiu mieszkańców górskich wsi. Do tego dochodzi jeszcze bardzo ciekawie zarysowany kontrast między dawnymi czasami a współczesnością.
W mojej ocenie „Żywok” stawia przede wszystkim na klimat. Duszna atmosfera wsi, tajemnice skrywane przez mieszkańców i las, który zdaje się patrzeć na wszystko z milczącą cierpliwością – to właśnie te elementy budują napięcie. Tempo bywa spokojne, ale napięcie rośnie konsekwentnie, niemal niezauważalnie. Podczas czytania bardzo mocno działały na mnie również opisy przyrody. Bieszczadzkie lasy, góry i rozrzucone pośród nich niewielkie osady zostały przedstawione niezwykle plastycznie. Nieraz łapałem się na tym, że wyobrażam sobie życie w takim miejscu – ciszę, przestrzeń i bliskość natury. Z drugiej strony szybko pojawiała się też druga myśl: brak zasięgu, Internetu i wielu codziennych wygód byłby dla mnie, mieszczucha, prawdopodobnie nie do przeskoczenia.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Soboty, ale mam ogromną nadzieję, że nie ostatnie. Jej styl okazał się dla mnie bardzo przystępny, a sama powieść czytało mi się znakomicie. W historię wciągnąłem się naprawdę szybko i z dużą przyjemnością wracałem do niej każdego dnia.