Poul Anderson, Podniebna krucjata, recenzja

Poul Anderson, Podniebna krucjata, recenzja

Autor: Paul Anderson
Tytuł: Podniebna krucjata
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 192
Moja ocena 8/10

„Podniebna krucjata” Paula Andersona to jedna z tych książek, które trudno porównać z czymkolwiek innym. Autor bierze klasyczną powieść science fiction, dodaje do niej średniowiecznych rycerzy, krucjaty i humor, a potem miesza to wszystko w bardzo udany sposób. Efekt jest zaskakująco spójny i przede wszystkim bardzo przyjemny w lekturze.
Akcja rozpoczyna się w 1345 roku. Sir Roger de Tourneville zbiera rycerstwo, by wyruszyć na wojnę z Francją u boku króla Edwarda. W tym samym czasie w jego włościach w Ansby ląduje statek kosmiczny obcej rasy – Wersgorów, którzy chcą skolonizować Ziemię. Plan szybko się jednak komplikuje, bo średniowieczni Anglicy, wspierani duchowo przez brata Parvusa, okazują się przeciwnikiem znacznie groźniejszym, niż obcy się spodziewali. Gdy jeden z Wersgorów zostaje pojmany, sir Roger wpada na szalony pomysł: przejąć statek i wykorzystać go do przeprowadzenia krucjaty – najpierw przeciw Francji, a potem ku Ziemi Świętej.
To właśnie to zderzenie mentalności średniowiecznego rycerza z kosmiczną technologią jest największą siłą powieści. Anderson pokazuje, jak ludzie XIV wieku próbują zrozumieć coś, co zupełnie nie pasuje do ich świata, i robi to w sposób zabawny, ale też bardzo konsekwentny.
Sir Roger de Tourneville to postać szczególnie udana. Jest świetnym dowódcą i sprytnym strategiem, potrafi planować i przewidywać ruchy przeciwnika, ale jednocześnie całkowicie ulega swojej żonie, Lady Katarzynie. Ta z kolei jest chyba najbardziej irytującą osobą w całej książce – wiecznie niezadowolona, marudna i jawnie flirtująca z młodym rycerzem, sir Owainem. Flirt ten prowadzi niemal na oczach Rogera i tworzy pomiędzy całą trójką bardzo ciekawy… układ.
Cała historia opowiedziana jest w formie kroniki spisywanej przez brata Parvusa. To on relacjonuje większość wydarzeń, a tam, gdzie go nie było, opisuje je tak, jak „jego zdaniem mogło być”.
„Podniebna krucjata” to satyra na science fiction, ale też na klasyczne opowieści o krucjatach i rycerskiej chwale. Książka była na tyle popularna, że doczekała się ekranizacji w 1994 roku, w której zagrał m.in. John Rhys-Davies, jednak to właśnie powieść najlepiej oddaje jej humor i pomysłowość.
To lektura idealna dla osób, które lubią inteligentną komedię w stylu Monty Pythona, ale także dla tych, którzy szukają czegoś lżejszego pomiędzy trudniejszymi książkami. Dla mnie była to bardzo udana, odprężająca przygoda – zabawna, pomysłowa i po prostu dobrze napisana.
 


Paweł Lukas, Boskie więzienie. Loch, recenzja

Paweł Lukas, Boskie więzienie. Loch, recenzja

Autor: Paweł Lukas
Tytuł: Boskie więzienie. Loch
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 513
Moja ocena 10/10


Są takie książki, które od pierwszych stron wciągają bez reszty. „Boskie więzienie. Loch” Pawła Lukasa to właśnie jedna z nich – dynamiczna, mroczna i zaskakująca od której trudno się oderwać.
Jako fan klasycznych RPG w duchu Gothica czy The Elder Scrolls poczułem się tu jak w domu. Zaczynamy jako więzień. Jest propozycja nie do odrzucenia. Jest brutalny świat, którego zasady trzeba pojąć, by przeżyć. Aleks Kwiecień budzi się w mrocznym Babilonie, nad którym góruje monumentalne Yggdrasil. W jego wnętrzu znajduje się Loch – stu­piętrowa, śmiercionośna konstrukcja, którą Eksploratorzy przemierzają w zamian za spełnienie życzenia.
Pomysł z klasami postaci (Mysz, Królik, Kot, Sęp, Wilk, Niedźwiedź, Lew) zdobywaniem punktów doświadczenia, rozwojem umiejętności i bossami działa znakomicie, mnie wciągnęło natychmiast.
Ogromnym atutem książki jest międzynarodowa i międzyepokowa obsada. Bohaterowie pochodzą z Polski, Niemiec, Rosji, Słowacji, Anglii, Francji, Japonii, Ameryki i wielu innych krajów – a także z różnych epok i równoległych światów. Zderzenie mentalności i doświadczeń tworzy fascynującą mieszankę. Lukas sprawnie łączy fantasy z mitologią nordycką, grecką i Stary testament, dodając nutę grozy i science fiction. Walki z potworami – od krwiożerczych szczurów po przerażającego Szczurołaka – mają ciężar i klimat. Gdy w drużynie pojawia się sabotażysta, napięcie rośnie do granic możliwości.
Największą siłą powieści są jednak bohaterowie. Aleks przechodzi wiarygodną drogę od zagubionego chłopaka do kogoś, kto zaczyna rozumieć mechanizmy rządzące Lochem. Olaf Reichet, szef Cerbera, intryguje niejasnymi motywacjami i bezwzględnością. Lukrecja przyciąga tajemnicą, Jasper Jones przeraża czystym szaleństwem, a Zara Vaker – w moim odczuciu najciekawsza postać – łączy bezwzględność stratega z wewnętrznym zagubieniem. Każda z tych postaci ma własne cele, marzenia i demony.
Do tego dochodzą twisty, które naprawdę wywracają fabułę do góry nogami. Kilka razy byłem pewien, że wiem, dokąd to zmierza – i za każdym razem autor udowadniał mi, że się mylę. Akcja galopuje od pierwszej do ostatniej strony. Nie było tu fragmentu, który by mnie nużył.
Owszem, można znaleźć drobne błędy redaktorskie, ale przy pierwszym wydaniu jestem w stanie je wybaczyć – zwłaszcza przy tak ambitnym projekcie.
„Boskie więzienie. Loch” to mroczne fantasy z RPG-owym sercem, świetnym pomysłem i wciągającą realizacją. Jeśli kolejna część byłaby już dostępna, bez wahania sięgnąłbym po nią od razu.

Wanda Siubiela, Przyjaciółki z wirtualnego podwórka, recenzja

Wanda Siubiela, Przyjaciółki z wirtualnego podwórka, recenzja


Autor: Wanda Siubiela
Tytuł: Przyjaciółki z wirtualnego podwórka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Gaja
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 416
Moja ocena 7/10


„Przyjaciółki z wirtualnego podwórka” Wanda Siubiela to powieść, która zachwyca już od pierwszego kontaktu – twarda oprawa, lakierowany papier, wyraziste kolory i ilustracje sprawiają, że to jedna z tych książek, które cieszą oko jeszcze zanim zaczniemy czytać. Na szczęście za estetyką idzie także interesująca historia.
To nie jest thriller pędzący na złamanie karku, lecz historia o przyjaźni, odwadze i cenie prawdy, opowiedziana lekkim, bogatym językiem. Jeśli szukacie literatury bardziej refleksyjnej niż sensacyjnej, ta książka może Was pozytywnie zaskoczyć.
Opowieść zaczyna się od SMS-a, który otrzymuje Zofia – informacji o odnalezieniu ciała jej przyjaciółki Beaty, zaginionej kilka miesięcy wcześniej. Oficjalnie mówi się o samobójstwie, ale bohaterka nie wierzy w tę wersję. Dziennik i pendrive pozostawione przez Beatę stają się początkiem śledztwa prowadzącego z wielkopolskiego Kępna, aż do neonowego Tokio. Kontrast między kameralnym miasteczkiem, „gdzie wszyscy się znają”, a pełną masek metropolią wypada bardzo ciekawie.
To połączenie kryminału i powieści psychologicznej. Narracja skupia się głównie na emocjach Zofii – jej rozpaczy, poczuciu winy, gniewie i determinacji, by odkryć prawdę. Autorka dużo miejsca poświęca refleksjom o sensie życia, relacjach międzyludzkich oraz wpływie mediów społecznościowych – Facebooka, Instagrama czy TikToka – na budowanie więzi i poczucie własnej wartości. Wątek uzależnienia od social mediów jest aktualny i dobrze wpisuje się w temat książki. 
Akcja rozwija się raczej spokojnie, poprzez odsłanianie kolejnych warstw tajemnicy niż dynamiczne zwroty. Największe wrażenie zrobiły na mnie plastyczne opisy Japonii – zwłaszcza obrazy góry Fuji i ogrodów zen – które momentami były nawet mocniejsze niż sama warstwa kryminalna.

Iza Ryżek, Łzy niewiernego, recenzja

 

Iza Ryżek, Łzy niewiernego, recenzja

Autor: Iza Ryżek

Tytuł: Łzy niewiernego

Wydawnictwo: Wydawnictwo HM

Rok wydania: 2025

Liczba stron: 492

Moja ocena 7/10


 

"Łzy niewiernego" autorstwa Izy Ryżek to książka, która nie próbuje imponować rozbudowanym światem, ani klasycznym rozmachem fantasy/science-fiction – zamiast tego skupia się na bohaterach postawionych pod ścianą i na wyborach, które niszczą, odbierają godność, dalekie są od honorowych rozwiązań. Autorka prowadzi czytelnika przez historię Varrena, który w desperackiej próbie ocalenia Averyn oddaje swoje życie w ręce totalitarnego państwa, zostając jednym z jego najlepszych żołnierzy.
To nie jest książka o bohaterstwie. To książka o przetrwaniu w świecie, który niszczy wszystkich – ofiary i katów. Akademia wojskowa pokazana jest jako miejsce systemowej deprawacji: przemoc, narkotyki, ciągłe intrygi, kumoterstwo, bezkarność oficerów. Szkoda jednak, że sam obraz państwa i wojny pozostaje w tle – kontekst polityczny mógłby być bogatszy.
Najmocniejszą stroną powieści są relacje między bohaterami. Varren i Averyn tworzą emocjonalne centrum fabuły – jego obsesja, by ją ocalić nawet wbrew jej woli. Równie ciekawy jest kontrast między Aurorą i Livią: pierwsza symbolizuje resztki normalności i ciepła, druga – świat donosów, spisków i przemocy.
Interesujący, choć zbyt słabo rozwinięty, jest motyw wszczepianych „serc” oraz magii, która pozostaje raczej tłem niż realną siłą fabularną. Podobnie tempo – Ryżek stawia bardziej na analizę emocji niż na dynamikę wydarzeń, co nie każdemu przypadnie do gustu. Styl jest solidny, choć ciężki – gęsty i poważny, dobrze oddający klimat świata, ale momentami męczący.
Łzy niewiernego to udane połączenie low fantasy i dystopii: świata, w którym magia nie ratuje, a największym zagrożeniem jest sam system. To książka niewygodna, ale właśnie dlatego zostaje w pamięci.

Robert A. Heinlein, Dubler, recenzja

Robert A. Heinlein, Dubler, recenzja

Autor: Robert A. Heinlein
Tytuł: Dubler
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2000
Liczba stron: 158
Moja ocena 8/10



„Dubler” Roberta A. Heinleina to książka, która na pierwszy rzut oka wygląda jak lekka, sensacyjna science fiction, ale bardzo szybko okazuje się czymś znacznie poważniejszym. Pod warstwą intrygi i futurystycznej otoczki kryją się pytania o władzę, odpowiedzialność i to, jaką cenę musi zapłacić zwykły człowiek, gdy zostanie wciągnięty w wielką politykę. Dodam tylko że to dla mnie już piąte spotkanie z twórczością Heinleina.
Akcja powieści rozgrywa się w roku 2100. Lawrence Smythe to przeciętny aktor, jeden z tych ludzi, którzy wciąż wierzą, że „ta jedna rola” odmieni ich życie. Los – a raczej polityczna intryga o międzyplanetarnej skali – daje mu taką szansę, choć w formie, której z pewnością się nie spodziewał. Po porwaniu charyzmatycznego lidera opozycji, Johna Bonefortea, Lawrence zostaje zmuszony do wcielenia się w jego rolę i tymczasowego zastąpienia go podczas kluczowego wydarzenia politycznego. Stawką jest zachowanie pokoju między Ziemią i Marsem.
Heinlein sprawnie łączy tu political thriller z science fiction. Intryga rozwija się powoli, a uwaga czytelnika skupia się na głównym bohaterze, który musi grać polityka, wiedząc, że jeden fałszywy gest lub źle dobrane słowo mogą mieć katastrofalne konsekwencje. Forma pierwszoosobowego pamiętnika dodatkowo wzmacnia to wrażenie – czytelnik niemal cały czas tkwi w głowie Lawrencea i obserwuje wszystkie wydarzenia jego oczami.
Czytając „Dublera”, trudno było mi uciec od skojarzenia z „Karierą Nikodema Dyzmy” – oczywiście w wersji science fiction i po amerykańsku. Motyw człowieka z przypadku, który dzięki splotowi okoliczności trafia na sam szczyt politycznej gry, jest tu wyraźnie obecny i stanowi jedno z ciekawszych źródeł interpretacji powieści.
Nie jest to jednak książka pozbawiona słabszych punktów. Z pewnym niedosytem przyjąłem fakt, że Heinlein nie rozwinął szerzej rywalizacji politycznej pomiędzy Partią Ekspansjonistyczną a Partią Ludzkości. Potencjał tego konfliktu jest ogromny, a przedstawione zostaje on raczej szkicowo, jako tło dla losów Lawrence’a, niż jako pełnoprawny temat analizy politycznej. Również język powieści nie porywa – jest poprawny, chwilami surowy, ale daleki od literackiego rozmachu znanego z najlepszych utworów autora.
Na koniec warto wspomnieć o stronie edytorskiej. Wydanie pozostawia wiele do życzenia: drobna czcionka i bardzo małe odstępy między wierszami znacząco obniżają komfort lektury, co przy książce wymagającej skupienia jest odczuwalne.
Mimo tych zastrzeżeń „Dubler” to powieść, którą zdecydowanie warto poznać – szczególnie jeśli ktoś interesuje się literaturą science fiction zahaczającą o politykę i mechanizmy władzy.