Autor: William Hope Hodgson
Tytuł: Kraina Nocy
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 586
Moja ocena 5/10
Już na poziomie wydania „Kraina nocy” potrafi przyciągnąć uwagę. Klimatyczna
grafika doskonale współgra z ponurą, kosmiczno-egzystencjalną wizją świata
przedstawionego. Sam koncept jest jednym z tych, które zapadają w pamięć na
długo: martwa planeta pogrążona w wiecznej nocy, wygasłe Słońce i resztki
ludzkości skupione w gigantycznej metalowej piramidzie liczącej ponad 1300
pięter. Konstrukcja ta chroniona jest przez tzw. „prąd ziemski” – pole
energetyczne, które uniemożliwia zbliżenie się potworom, mutantom i
nieokreślonym siłom ciemności, a jednocześnie zapewnia energię do
funkcjonowania całej struktury. Żywność pochodzi z podziemnych plantacji
sięgających setki mil w głąb planety. To wizja schyłku cywilizacji doprowadzona
do logicznego i przerażającego ekstremum.
Świat na zewnątrz piramidy jest bezsprzecznie jednym z najmocniejszych
elementów powieści. Hodgson z dużą plastycznością kreśli krajobraz wiecznej
nocy: przepaści, uskoki, rzeki magmy oraz odległe gwiazdy stanowiące jedyne
źródła światła w tym martwym świecie. Grasujące tam potwory – często tylko
sugerowane, nie do końca opisane – działają na wyobraźnię znacznie silniej niż
dosłowny horror. „Kraina nocy” nie straszy nagłymi atakami czy tanimi efektami.
Jej groza opiera się na ciszy, bezkresie i mroku. To horror kosmiczny i
egzystencjalny, melancholijny w tonie, wyraźnie zapowiadający to, co później
rozwiną inni twórcy – z H.P. Lovecraftem na czele.
Niestety, wszystkie te atuty toną w formie, która dla współczesnego czytelnika może okazać się bardzo trudna do przebrnięcia. „Kraina nocy” to powieść pisana na początku XX wieku, utrzymana w specyficznym, archaicznym stylu, całkowicie pozbawiona dialogów. Narracja jest gęsta, rozwlekła i często nużąca. Hodgson z niemal obsesyjną dokładnością opisuje kolejne etapy marszu w ciemności: nieustanne nasłuchiwanie, obserwowanie niewyraźnych świateł, wypatrywanie nienazwanych zagrożeń. Początkowo buduje to napięcie, lecz z czasem zamienia się w monotonię, która skutecznie wyczerpuje czytelnika.
Problemem jest również sama fabuła. Jest ona boleśnie szczątkowa. Nie poznajemy nawet imienia głównego bohatera – wiemy jedynie, że w swoim „pierwszym” życiu był bogatym angielskim ziemianinem. Jego ukochana nosi imię Mirdath, a w odległej przyszłości, w piramidzie, jej odpowiednikiem jest Naani. Po śmierci Mirdath książka gwałtownie zmienia rejestr i przenosi akcję do dalekiej przyszłości, w której Słońce dawno już zgasło. Od tego momentu narracja skupia się niemal wyłącznie na wyprawie Narratora z wielkiej piramidy do mniejszej, w celu odnalezienia i sprowadzenia ukochanej z powrotem. I właściwie… niewiele więcej się tu dzieje.
Przy objętości 586 stron książka sprawia wrażenie sztucznie
rozdętej. Bez większego uszczerbku dla świata przedstawionego i wymowy całości
można by ją skrócić o jedną trzecią. Bogactwo opisów zmian, jakie zaszły na
planecie po wygaśnięciu Słońca, nie rekompensuje braku wyraźnie rozwiniętej
fabuły i dramaturgii. Monotonia narracji zabija napięcie, a lektura momentami
przypomina wyczerpujący marsz – bardzo podobny do tego, który odbywa sam
bohater.
Nie sposób jednak odmówić „Krainie nocy” ogromnego znaczenia
historycznoliterackiego. Wielu badaczy uznaje ją za fundament podgatunku
science fiction określanego mianem „Umierającej Ziemi” i trudno się z tym nie
zgodzić. To powieść pełna fascynujących, dziwacznych i odważnych pomysłów,
które zdecydowanie wyprzedzały swoją epokę. Szczególnie pierwsza połowa książki
potrafi zachwycić rozmachem wizji i atmosferą schyłku wszystkiego, co znane.
Podsumowując: „Kraina nocy” to dzieło ważne, ambitne i
skrajnie nieprzystępne. Nie próbuje przypodobać się czytelnikowi i nie idzie na
żadne kompromisy – co jednych zachwyci, a innych skutecznie zniechęci. Dla mnie
to książka o ogromnym potencjale wyobraźni, niestety w dużej mierze zmarnowanym
przez monotonię, archaiczną formę i niemal szczątkową fabułę. Doceniam jej
wpływ na rozwój gatunku, jednak jako doświadczenie czytelnicze pozostawiła mnie
bardziej zmęczonym niż poruszonym. 5/10.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz