Wanda Siubiela, Przyjaciółki z wirtualnego podwórka, recenzja
Autor: Wanda Siubiela
Iza Ryżek, Łzy niewiernego, recenzja
Autor: Iza Ryżek
Tytuł: Łzy niewiernego
Wydawnictwo: Wydawnictwo HM
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 492
Moja ocena 7/10
"Łzy niewiernego" autorstwa Izy Ryżek to książka, która nie próbuje imponować
rozbudowanym światem, ani klasycznym rozmachem fantasy/science-fiction – zamiast tego skupia się
na bohaterach postawionych pod ścianą i na wyborach, które niszczą, odbierają godność, dalekie są od honorowych rozwiązań. Autorka prowadzi czytelnika przez historię Varrena, który w
desperackiej próbie ocalenia Averyn oddaje swoje życie w ręce totalitarnego państwa,
zostając jednym z jego najlepszych żołnierzy.
To nie jest książka o bohaterstwie. To
książka o przetrwaniu w świecie, który niszczy wszystkich – ofiary i katów.
Akademia wojskowa pokazana jest jako miejsce systemowej deprawacji: przemoc,
narkotyki, ciągłe intrygi, kumoterstwo, bezkarność oficerów. Szkoda jednak, że sam obraz państwa i wojny
pozostaje w tle – kontekst polityczny mógłby być bogatszy.
Najmocniejszą stroną powieści są relacje
między bohaterami. Varren i Averyn tworzą emocjonalne centrum fabuły – jego
obsesja, by ją ocalić nawet wbrew jej woli. Równie ciekawy jest kontrast między Aurorą i Livią: pierwsza
symbolizuje resztki normalności i ciepła, druga – świat donosów, spisków i
przemocy.
Interesujący, choć zbyt słabo rozwinięty,
jest motyw wszczepianych „serc” oraz magii, która pozostaje raczej tłem niż
realną siłą fabularną. Podobnie tempo – Ryżek stawia bardziej na analizę emocji
niż na dynamikę wydarzeń, co nie każdemu przypadnie do gustu. Styl jest solidny, choć ciężki – gęsty i
poważny, dobrze oddający klimat świata, ale momentami męczący.
Łzy niewiernego to udane połączenie low
fantasy i dystopii: świata, w którym magia nie ratuje, a największym
zagrożeniem jest sam system. To książka niewygodna, ale właśnie dlatego zostaje
w pamięci.
Robert A. Heinlein, Dubler, recenzja
Autor: Robert A. Heinlein
Tytuł: Dubler
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2000
Liczba stron: 158
Moja ocena 8/10
Tytuł: Dubler
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2000
Liczba stron: 158
Moja ocena 8/10
„Dubler” Roberta A. Heinleina to książka, która na pierwszy
rzut oka wygląda jak lekka, sensacyjna science fiction, ale bardzo szybko
okazuje się czymś znacznie poważniejszym. Pod warstwą intrygi i futurystycznej
otoczki kryją się pytania o władzę, odpowiedzialność i to, jaką cenę musi
zapłacić zwykły człowiek, gdy zostanie wciągnięty w wielką politykę. Dodam
tylko że to dla mnie już piąte spotkanie z twórczością Heinleina.Akcja powieści rozgrywa się w roku 2100. Lawrence Smythe to
przeciętny aktor, jeden z tych ludzi, którzy wciąż wierzą, że „ta jedna rola”
odmieni ich życie. Los – a raczej polityczna intryga o międzyplanetarnej skali
– daje mu taką szansę, choć w formie, której z pewnością się nie spodziewał. Po
porwaniu charyzmatycznego lidera opozycji, Johna Bonefortea, Lawrence zostaje
zmuszony do wcielenia się w jego rolę i tymczasowego zastąpienia go podczas
kluczowego wydarzenia politycznego. Stawką jest zachowanie pokoju między Ziemią
i Marsem. Heinlein sprawnie łączy tu political thriller z science
fiction. Intryga rozwija się powoli, a uwaga czytelnika skupia się na głównym
bohaterze, który musi grać polityka, wiedząc, że jeden fałszywy gest lub źle
dobrane słowo mogą mieć katastrofalne konsekwencje. Forma pierwszoosobowego
pamiętnika dodatkowo wzmacnia to wrażenie – czytelnik niemal cały czas tkwi w
głowie Lawrencea i obserwuje wszystkie wydarzenia jego oczami.Czytając „Dublera”, trudno było mi uciec od skojarzenia z
„Karierą Nikodema Dyzmy” – oczywiście w wersji science fiction i po
amerykańsku. Motyw człowieka z przypadku, który dzięki splotowi okoliczności
trafia na sam szczyt politycznej gry, jest tu wyraźnie obecny i stanowi jedno z
ciekawszych źródeł interpretacji powieści.Nie jest to jednak książka pozbawiona słabszych punktów. Z
pewnym niedosytem przyjąłem fakt, że Heinlein nie rozwinął szerzej rywalizacji
politycznej pomiędzy Partią Ekspansjonistyczną a Partią Ludzkości. Potencjał
tego konfliktu jest ogromny, a przedstawione zostaje on raczej szkicowo, jako
tło dla losów Lawrence’a, niż jako pełnoprawny temat analizy politycznej.
Również język powieści nie porywa – jest poprawny, chwilami surowy, ale daleki
od literackiego rozmachu znanego z najlepszych utworów autora.Na koniec warto wspomnieć o stronie edytorskiej. Wydanie
pozostawia wiele do życzenia: drobna czcionka i bardzo małe odstępy między
wierszami znacząco obniżają komfort lektury, co przy książce wymagającej
skupienia jest odczuwalne.Mimo tych zastrzeżeń „Dubler” to powieść, którą zdecydowanie
warto poznać – szczególnie jeśli ktoś interesuje się literaturą science fiction
zahaczającą o politykę i mechanizmy władzy.
Harrry Harrison, Filmowy wehikuł czasu, recenzja
Autor:
Harry HarrisonTytuł:
Filmowy wehikuł czasuWydawnictwo:
RebisRok
wydania: 2025Liczba
stron: 225Moja
ocena 8/10
„Filmowy wehikuł czasu” Harry’ego Harrisona okazał się dla mnie znakomitą
odskocznią od lektur cięższych tematycznie. To książka sprawnie łącząca science
fiction, satyrę i historyczną przygodę. Harrison bawi się konwencją,
jednocześnie bardzo trafnie punktując absurdy świata filmu – i robi to w
sposób, który mimo upływu ponad czterdziestu lat od pierwszego wydania wciąż
pozostaje zaskakująco aktualny.
Dla
mnie było to kolejne spotkanie z twórczością autora, którego znam już z takich
tytułów jak „Planeta Śmierci” (obie części), „Przestrzeni! Przestrzeni!” czy
„Planeta Przeklętych”. Harrison i tym razem nie zawodzi – pokazuje, że ma ogromne
wyczucie rytmu opowieści i świetne poczucie humoru. Punktem wyjścia fabuły jest
sytuacja rodem z hollywoodzkiego koszmaru: podupadłe studio Climactic stoi na
skraju bankructwa, a jego szef daje producentowi Barneyowi Hendricksonowi… pięć
dni na ukończenie wielkiego filmu, który ma uratować wytwórnię. Brzmi
absurdalnie? Oczywiście – ale właśnie na tym polega siła tej powieści.
Ratunkiem okazuje się cudowny wynalazek profesora Hewetta: wehikuł czasu.
Dzięki niemu ekipa filmowa przenosi się do roku 1003, by nakręcić
„hiperrealistyczny” film o wikingach, którzy odkryli Amerykę na długo przed
Kolumbem. Wszystko to w oszałamiającym technikolorze i… najlepiej w jeden
weekend.
Jednym
z największych atutów książki są bohaterowie – wyraziści, karykaturalni, ale
bardzo łatwi do polubienia. Wiking Ottar, który zgadza się zagrać w filmie w zamian
za butelkę whisky dziennie. Barney Hendrickson, reżyser, który nakręcił 73
filmy i żaden nie był dobry. Jest jeszcze profesor Hewett, genialny naukowiec
tak bardzo pochłonięty teorią czasu i przestrzeni, że momentami sam gubi się we
własnych wyjaśnieniach.
Na
duży plus zasługuje tempo narracji. Harrison świetnie oddaje gorączkową
atmosferę pracy na planie filmowym, presję czasu i chaos twórczy. Dużo się
dzieje, dialogi są żywe, a kolejne komplikacje pojawiają się z odpowiednią
częstotliwością, dzięki czemu książkę czyta się szybko i z wyraźną
przyjemnością. Nie ma tu dłużyzn ani momentów przestoju.
Mimo
lekkiej formy autor celnie punktuje patologie i nonsensy Hollywood – pogoń za
zyskiem, fikcję „wielkiego dzieła”, improwizację podszytą desperacją.
Przeniesienie tych mechanizmów do realiów XI wieku działa znakomicie i wydobywa
satyryczny potencjał opowieści.
„Filmowy
wehikuł czasu” to książka, która bawi, odpręża i poprawia humor. Jest
klimatyczna, dynamiczna i bardzo świadoma swojej konwencji. Nie sili się na
wielkie filozoficzne tezy, ale oferuje solidną, inteligentną rozrywkę –
dokładnie taką, jakiej czasem potrzeba najbardziej. Oceniam ją bardzo
pozytywnie i z czystym sumieniem polecam każdemu, kto ma ochotę na science
fiction z przymrużeniem oka, sporą dawką satyry i historycznym twistem.
Franciszek M. Piątkowski, Zamawiacz, recenzja
Autor: Franciszek M. Piątkowski
Tytuł: Zamawiacz
Wydawnictwo: Self-publishing
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 309
Moja ocena 9/10
„Zamawiacz”
Franciszka M. Piątkowskiego to powieść, która swobodnie łączy kilka gatunków.
Kryminał, urban fantasy i słowiańska mitologia spotykają się tu w jednej
historii, tworząc opowieść mroczną, a jednocześnie bardzo przystępną i
wciągającą. To książka, która nie tylko sprawnie prowadzi fabułę, lecz także
konsekwentnie buduje własny świat i wyraźnie pokazuje, że nie jest kolejną
odsłoną Uniwersum Powiernika, lecz samodzielną, autonomiczną historią.
W mrożących
krew w żyłach okolicznościach ginie młoda kobieta, Bogna. Jej chłopak, Miłosz
Siemion, zostaje wrobiony w dokonanie tej zbrodni. Prokurator Michał Grela oraz
komisarz Agata Modrzejewska próbują rozwikłać sprawę, która bardzo szybko
wymyka się racjonalnym ramom. Fakty nie chcą się połączyć w logiczną całość, a
główny podejrzany opuszcza komisariat w tajemniczych okolicznościach. W tle
pojawiają się ludzie w szarych garniturach oraz słowiańskie potwory, które
próbują przejąć kontrolę nad Zamawiaczem.
W mojej
ocenie jednym z największych atutów „Zamawiacza” jest świetnie poprowadzony
wątek kryminalny. Z jednej strony mamy duet śledczych – prokuratora i
policjantkę – którzy starają się zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Z
drugiej strony głównego bohatera, który również próbuje dotrzeć do prawdy. Co
istotne, Miłosz nie działa w pojedynkę – pomaga mu osobliwa drużyna
zaprzyjaźnionych potworów. Akcja powieści rozwija się w dobrze dobranym tempie:
dynamiczne, intensywne sceny przeplatają się z wolniejszymi fragmentami.
Bardzo
ciekawie wypada porównanie „Zamawiacza” z „Powiernikiem”. Znając wcześniejsze
książki Franciszka M. Piątkowskiego, łatwo było założyć, że otrzymamy kolejną
odsłonę znanego już świata. Tymczasem autor wyraźnie poszedł w inną stronę.
Różnice między tymi uniwersami są znaczące i szybko dają się odczuć. W
„Powierniku” słowiańskie istoty funkcjonowały raczej na uboczu – niewidoczne
dla zwykłych ludzi. W „Zamawiaczu” jest odwrotnie: żyją tuż obok nas, są
częścią codzienności i realnie wpływają na to, co dzieje się w świecie ludzi.
Na plus
wypadają także drobne elementy humorystyczne, które skutecznie przełamują
mroczny klimat powieści. Świetnym przykładem jest motyw Biedy, pracującej jako
dyrektor sieci aptek w Lublinie – i, co szczególnie zabawne, radzącej sobie
finansowo całkiem dobrze. Równie interesująco wypada wątek operacji
przeprowadzanej przez doktor Agnieszkę, który zapada w pamięć.
„Zamawiacz”
to słowiański kryminał urban fantasy, po który zdecydowanie warto sięgnąć.
Książka zostawia czytelnika z wyraźnym poczuciem niedosytu i autentyczną
ciekawością tego, co wydarzy się dalej. Ja na kontynuację tej historii czekam z
dużym zainteresowaniem.
William Hope Hodgson, Kraina Nocy, recenzja
Autor: William Hope Hodgson
Tytuł: Kraina Nocy
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 586
Moja ocena 5/10
Już na poziomie wydania „Kraina nocy” potrafi przyciągnąć uwagę. Klimatyczna
grafika doskonale współgra z ponurą, kosmiczno-egzystencjalną wizją świata
przedstawionego. Sam koncept jest jednym z tych, które zapadają w pamięć na
długo: martwa planeta pogrążona w wiecznej nocy, wygasłe Słońce i resztki
ludzkości skupione w gigantycznej metalowej piramidzie liczącej ponad 1300
pięter. Konstrukcja ta chroniona jest przez tzw. „prąd ziemski” – pole
energetyczne, które uniemożliwia zbliżenie się potworom, mutantom i
nieokreślonym siłom ciemności, a jednocześnie zapewnia energię do
funkcjonowania całej struktury. Żywność pochodzi z podziemnych plantacji
sięgających setki mil w głąb planety. To wizja schyłku cywilizacji doprowadzona
do logicznego i przerażającego ekstremum.
Świat na zewnątrz piramidy jest bezsprzecznie jednym z najmocniejszych
elementów powieści. Hodgson z dużą plastycznością kreśli krajobraz wiecznej
nocy: przepaści, uskoki, rzeki magmy oraz odległe gwiazdy stanowiące jedyne
źródła światła w tym martwym świecie. Grasujące tam potwory – często tylko
sugerowane, nie do końca opisane – działają na wyobraźnię znacznie silniej niż
dosłowny horror. „Kraina nocy” nie straszy nagłymi atakami czy tanimi efektami.
Jej groza opiera się na ciszy, bezkresie i mroku. To horror kosmiczny i
egzystencjalny, melancholijny w tonie, wyraźnie zapowiadający to, co później
rozwiną inni twórcy – z H.P. Lovecraftem na czele.
Niestety, wszystkie te atuty toną w formie, która dla współczesnego czytelnika może okazać się bardzo trudna do przebrnięcia. „Kraina nocy” to powieść pisana na początku XX wieku, utrzymana w specyficznym, archaicznym stylu, całkowicie pozbawiona dialogów. Narracja jest gęsta, rozwlekła i często nużąca. Hodgson z niemal obsesyjną dokładnością opisuje kolejne etapy marszu w ciemności: nieustanne nasłuchiwanie, obserwowanie niewyraźnych świateł, wypatrywanie nienazwanych zagrożeń. Początkowo buduje to napięcie, lecz z czasem zamienia się w monotonię, która skutecznie wyczerpuje czytelnika.
Problemem jest również sama fabuła. Jest ona boleśnie szczątkowa. Nie poznajemy nawet imienia głównego bohatera – wiemy jedynie, że w swoim „pierwszym” życiu był bogatym angielskim ziemianinem. Jego ukochana nosi imię Mirdath, a w odległej przyszłości, w piramidzie, jej odpowiednikiem jest Naani. Po śmierci Mirdath książka gwałtownie zmienia rejestr i przenosi akcję do dalekiej przyszłości, w której Słońce dawno już zgasło. Od tego momentu narracja skupia się niemal wyłącznie na wyprawie Narratora z wielkiej piramidy do mniejszej, w celu odnalezienia i sprowadzenia ukochanej z powrotem. I właściwie… niewiele więcej się tu dzieje.
Przy objętości 586 stron książka sprawia wrażenie sztucznie
rozdętej. Bez większego uszczerbku dla świata przedstawionego i wymowy całości
można by ją skrócić o jedną trzecią. Bogactwo opisów zmian, jakie zaszły na
planecie po wygaśnięciu Słońca, nie rekompensuje braku wyraźnie rozwiniętej
fabuły i dramaturgii. Monotonia narracji zabija napięcie, a lektura momentami
przypomina wyczerpujący marsz – bardzo podobny do tego, który odbywa sam
bohater.
Nie sposób jednak odmówić „Krainie nocy” ogromnego znaczenia
historycznoliterackiego. Wielu badaczy uznaje ją za fundament podgatunku
science fiction określanego mianem „Umierającej Ziemi” i trudno się z tym nie
zgodzić. To powieść pełna fascynujących, dziwacznych i odważnych pomysłów,
które zdecydowanie wyprzedzały swoją epokę. Szczególnie pierwsza połowa książki
potrafi zachwycić rozmachem wizji i atmosferą schyłku wszystkiego, co znane.
Podsumowując: „Kraina nocy” to dzieło ważne, ambitne i
skrajnie nieprzystępne. Nie próbuje przypodobać się czytelnikowi i nie idzie na
żadne kompromisy – co jednych zachwyci, a innych skutecznie zniechęci. Dla mnie
to książka o ogromnym potencjale wyobraźni, niestety w dużej mierze zmarnowanym
przez monotonię, archaiczną formę i niemal szczątkową fabułę. Doceniam jej
wpływ na rozwój gatunku, jednak jako doświadczenie czytelnicze pozostawiła mnie
bardziej zmęczonym niż poruszonym. 5/10.
Eric Frank Russell, Osa, recenzja
Autor: Eric Frank Russell
Tytuł: Osa
Wydawnictwo:
Dom Wydawniczy Rebis
Rok
wydania: 2021
Liczba
stron: 224
Moja
ocena 7/10
Erica Franka Russella to brytyjski oficer i weteran II wojny światowej. Autor opowiadań i powieści z gatunku science fiction,, nagrodzony pierwszą w historii nagrodą Hugo. „Osa” to jedna z mniej znanych jego powieści. Punktem wyjścia fabuły jest trwająca od niemal roku wojna Terran z Imperium Syrijskim. Przewaga liczebna przeciwnika sprawia, że klasyczne działania militarne tracą sens, a dowództwo Terry decyduje się na broń znacznie subtelniejszą: dywersję, sabotaż i dezinformację. Tytułowa osa staje się tu metaforą – pojedynczy, sprawny agent może wywołać chaos nieproporcjonalny do własnych sił. Taką rolę ma odegrać James Mowry, wysłany na planetę Jaimec, jedną z centralnych prowincji Imperium, zamieszkaną przez dziesiątki milionów Syrijczyków. Jego zadanie brzmi prosto: siać zamęt.
Największą siłą „Osy” jest sposób, w jaki Russell opisuje pracę dywersyjną. Nie ma tu patosu ani bohaterskich szarż – zamiast tego dostajemy precyzyjny zapis drobnych działań w postaci wypisywania haseł na murach, naklejania specjalnych naklejek na witryny sklepów, które z czasem zaczynają przynosić właściwy rezultat. „Osa” nie atakuje miast ani baz wojskowych, lecz podkopuje zaufanie, destabilizuje struktury władzy i stopniowo osłabia morale przeciwnika. Czytając, trudno oprzeć się wrażeniu, że jego działania są boleśnie logiczne i – co najbardziej niepokojące – skuteczne.
W trakcie lektury coraz częściej pojawia się myśl, że „OSA” tylko udaje klasyczne science fiction. Technologiczna otoczka schodzi na dalszy plan, a sednem powieści staje się psychologiczna wojna informacyjna. Szczególnie intrygujący jest wątek tajemniczej organizacji Dirac Angestun Geser – struktury, która w rzeczywistości jest w dużej mierze wytworem plotek, strachu i zbiorowej wyobraźni. Russell pokazuje tu mechanizm znany z historii XX wieku: mit bywa potężniejszy niż realna siła.
Powieść czyta się szybko – to książka raczej cienka, pozbawiona dłużyzn, z wyraźnie zaznaczonym tempem i kilkoma udanymi zwrotami akcji. Pod koniec autor pozwala sobie również na odrobinę czarnego humoru, który dobrze kontrastuje z ponurym wydźwiękiem całości.
„OSA” nie jest książką dla miłośników klasycznej SF, historii zimnowojennych strategii i literatury o wojnie psychologicznej. Idealna propozycja dla tych, którzy lubią science fiction myślące, a nie tylko efektowne.
Paweł Rochala, Niemcza 1017, recenzja
Autor:
Paweł Rochala
Tytuł:
Niemcza 1017
Wydawnictwo:
Bellona
Ilość
Stron: 244
Rok
Wydania: 2004
Ocena:
8/10
Obrona Niemczy w 1017 roku to jeden z tych momentów wczesnopiastowskich
dziejów, które – choć rzadziej przywoływane w powszechnej świadomości niż
Cedynia czy późniejszy Budziszyn – miały fundamentalne znaczenie dla kształtu i
pozycji państwa Bolesława Chrobrego. Książka Pawła Rochali, wydana w ramach
cenionej serii Historyczne Bitwy Wydawnictwa Bellona, bardzo dobrze wypełnia
lukę w popularnonaukowej narracji o długotrwałym konflikcie polsko-niemieckim
przełomu X i XI wieku.
Autor
wychodzi od szerokiego tła politycznego, pokazując genezę wojny między księciem
(a od 1025 roku królem) Polski Bolesławem I Chrobrym a królem i cesarzem
niemieckim Henrykiem II. Ponad połowa książki poświęcona została stosunkom
polsko-niemieckim, od chwilowych sojuszy, poprzez układy dynastyczne i zbrojne
konflikty. Dzięki temu oblężenie Niemczy nie jest przedstawione jako oderwany
epizod militarny, lecz jako logiczne następstwo wieloletniej rywalizacji dwóch
ambitnych władców.
Sam
opis kampanii 1017 roku i obrony dolnośląskiego grodu ukazuje Niemczę jako
kulminacyjny moment wielkiej wyprawy cesarza Henryka II na Polskę, prowadzonej
przy wsparciu czeskich i lucickich sojuszników. Najazd ten w założeniu miał doprowadzić
do podporządkowania Bolesława Chrobrego władzy cesarskiej oraz odebrania Polsce
zachodnich ziem: Moraw, Łużyc, Milska, a w dalszej perspektywie nawet Śląska. Na
szczególne podkreślenie zasługuje język książki. Niemcza 1017 została napisana
przystępnie, klarownie i bez zbędnych archaizmów, co w przypadku popularyzacji
wiedzy historycznej jest wartością kluczową. Autor nie upraszcza nadmiernie
problematyki, ale potrafi ją wyłożyć w sposób zrozumiały także dla czytelnika,
który nie zajmuje się zawodowo wczesnym średniowieczem. To cecha charakterystyczna
twórczości Rochali, znanego popularyzatora historii, i tutaj również została
ona w pełni zachowana.
Warto
również zauważyć, że książka dobrze wpisuje się w standard serii Historyczne
Bitwy: mamy do czynienia z połączeniem narracji politycznej, wojskowej, dyplomatycznej,
uzupełnionej o niezbędny kontekst geograficzny i archeologiczny.
Niemcza
1017 to jedna z trzech książek Pawła Rochali wydanych w tej serii, obok Cedyni
972 oraz Lasu Teutoburskiego 9 r. n.e.. W każdej z nich autor udowadnia, że
potrafi łączyć rzetelność warsztatową z narracją atrakcyjną dla szerokiego
grona odbiorców.
To
lektura godna polecenia zarówno osobom rozpoczynającym przygodę z historią
wczesnośredniowiecznej Polski, jak i czytelnikom bardziej zaawansowanym, którzy
chcą uporządkować wiedzę o jednym z kluczowych epizodów panowania Bolesława
Chrobrego. Dla miłośników serii Historyczne Bitwy – pozycja obowiązkowa.
Pierre Bordage, Paryż: Lewy Brzeg, recenzja
Autor: Pierre Bordage
Tytuł: Paryż. Lewy Brzeg
Wydawnictwo: Insignis
Ilość Stron: 484
Rok Wydania: 2023
-
Tytuł: "Nawiedzona Wagina" Autor: Carlton Mellick III Wydawnictwo: Dom Horroru Ilość stron: 101 Rok Wydania: 2019 Ocena: 9/10 Cz...
-
Dziś chciałbym podzielić się z Wami moją opinią na temat książki Franciszka Piątkowskiego Powiernik . Jest to debiut literacki pisar...
-
Autor: E.Raj Tytuł: Uczeń Nekromanty, tom 1. Plaga Wydawnictwo: Novae Res Rok wydania: 2019 Ocena: 11/10 Niewielu jest autorów, po któ...
-
Tytuł: „Dzieci Starych Bogów " Autor: Agnieszka Miela Wydawnictwo: Kłobook Ilość stron: 430 Rok Wydania: 2019 Ocena: 8 /10 Witam...
-
Autor: Jarosław Dobrowolski Tytuł: Delirium Cykl: Krwiopijca Wydawnictwo: Planeta Czytelnika Rok wydania: 2022 Ilość stron: 482 Moja ocena: ...








