Sylwia Zapaśnik, Cienie nad Zefyrionem, tom 1, recenzja

 

Sylwia Zapaśnik, Cienie nad Zefyrionem, tom 1, recenzja

Autor: Sylwia Zapaśnik
Tytuł: Cienie nad Zefyrionem (tom I)
Wydawnictwo: Nie powiem
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 408
Moja ocena: 7/10


Sięganie po książki debiutujących autorów zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem. Dla mnie jest to jednak przede wszystkim ogromna przyjemność. Uważam, że wielu pisarzy w swoich pierwszych powieściach stara się podzielić z czytelnikami tym, co ich zdaniem jest w danym gatunku literackim najciekawsze i najważniejsze. Dlatego, sięgając po „Cienie nad Zefyrionem” Sylwii Zapaśnik, liczyłem na jedną z tych literackich przygód, które na długo pozostają w pamięci. Autorka zabiera czytelników do postapokaliptycznego świata, w którym ludzie od pokoleń żyją pod ochronnymi kopułami, a nienawiść do demonów stała się fundamentem funkcjonowania całego społeczeństwa.
Już sam pomysł na wykreowany świat zasługuje na uwagę. Dziewięćdziesiąt pięć miast ukrytych pod magicznymi kopułami, zależność mieszkańców od kapłanów podtrzymujących ochronne bariery oraz system oparty na wyzysku i religijnym autorytecie tworzą interesujące tło dla wydarzeń. Autorka pokazuje społeczeństwo pełne nierówności – zwykli ludzie ponoszą ogromne koszty utrzymania systemu, podczas gdy kapłani żyją w przepychu, całkowicie odcięci od problemów swoich poddanych. Jeszcze mocniej wybrzmiewa okrucieństwo Czerwonych Likwidatorów, którzy nie ograniczają się jedynie do zabijania demonów, torturują je i nie kryją z tym że wykorzystują seksualnie.
Na plus należy zaliczyć również prosty, ale funkcjonalny system magii. Tworzenie ładunków mocy czy możliwość przejmowania energii przeciwnika nie są przesadnie skomplikowane, dzięki czemu czytelnik szybko odnajduje się w zasadach rządzących światem.
Największym problemem książki okazała się dla mnie główna bohaterka. Adianna często zachowuje się impulsywnie, bywa kłótliwa, a niektóre jej decyzje są wyjątkowo głupie. Zamiast wzbudzać sympatię, wielokrotnie wywoływała irytację, co sprawiało, że z mniejszym zainteresowaniem śledziłem rozdziały przedstawione z jej perspektywy.
Zupełnie inaczej odebrałem postać Calisto. Demon został wykreowany bardzo przekonująco – jest inteligentny, odważny, obdarzony poczuciem humoru i naturalnymi zdolnościami przywódczymi. Świetnie odnajduje się zarówno podczas szkolenia żołnierzy, jak i w politycznych realiach królewskiego dworu. To właśnie rozdziały prowadzone z jego punktu widzenia należały, moim zdaniem, do najciekawszych fragmentów całej powieści. Gdy tylko narracja przechodziła na Calisto, historia nabierała większej dynamiki i zwyczajnie czytało się ją z większą przyjemnością.
Nieco gorzej wypada konstrukcja książki. Poszczególne rozdziały są bardzo nierówne objętościowo, a pierwszy z nich liczy ponad sto stron. Niestety jest przy tym mocno przegadany i rozwija się dość powoli, przez co początek może zniechęcić część czytelników. Dopiero z czasem akcja wyraźnie przyspiesza.
Cienie nad Zefyrionem” to propozycja dla czytelników lubiących mroczne fantasy z elementami antyutopii, którzy są w stanie przymknąć oko na wolniejszy początek i nierówną konstrukcję fabuły. Nie była to lektura, która całkowicie mnie zachwyciła, ale z pewnością dostrzegam jej mocne strony i uważam, że wielu miłośników gatunku może znaleźć w niej coś dla siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz