Wojciech Gunia, Nie ma wędrowca, recenzja

 

Wojciech Gunia, Nie ma wędrowca, recenzja

Autor: Wojciech Gunia

Tytuł: Nie ma wędrowca

Wydawnictwo: C&T

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 168

Moja ocena: 9/10


Moje pierwsze spotkanie z twórczością Wojciecha Guni zaowocowało bardzo wysoko postawioną poprzeczką. „Dom wszystkich snów” zrobił na mnie ogromne wrażenie, dlatego po „Nie ma wędrowca” sięgałem z dużymi oczekiwaniami. Na szczęście autor po raz kolejny udowodnił, że doskonale wie, jak budować atmosferę niepokoju i opowiadać historie, które zostają z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.

Fabuła przenosi czytelnika do odizolowanego od świata tartaku, zwanego Bazą. Nowy dozorca trafia do miejsca, które już od pierwszych stron wydaje się naznaczone czymś złowrogim. Wraz z nadejściem zimy rzeczywistość zaczyna coraz bardziej mieszać się z koszmarem, a bohater stopniowo odkrywa tajemnice swojego poprzednika oraz wydarzeń sprzed wielu lat. Gunia buduje powoli napięcie, niemal niezauważalnie, pozwalając czytelnikowi zanurzyć się w świecie pełnym lęku, osaczenia i poczucia że wszyscy wokół wiedzą o tym, co dzieje się w Bazie ale celowo milczą.

Największym atutem książki pozostaje jednak styl autora. Gunia pisze w sposób niezwykle charakterystyczny – jego rozbudowane, wielokrotnie złożone zdania pokazują jego znakomity warsztatu ale również współgrają z atmosferą opowieści. Każdy akapit zdaje się przemyślany, a język staje się narzędziem budowania emocji. To właśnie sposób, w jaki autor operuje słowem, jest prawdziwym crème de la crème tej powieści.

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie również dwie historie wojenne wplecione w główną fabułę. Są niezwykle mocne, poruszające i pozostawiają czytelnika z ogromnym ciężarem emocjonalnym. Po przeczytaniu każdej z nich musiałem odłożyć książkę i sięgnąć po coś lżejszego do czytania, aby ochłonąć. Paradoksalnie właśnie dlatego lektura liczącej zaledwie około 160 stron powieści zajęła mi aż cztery dni.

Na uznanie zasługują również bohaterowie. Są wiarygodni, pełni wewnętrznych pęknięć i targani traumami, które okazują się równie przerażające jak nadprzyrodzone zjawiska. Świetnie wypada także warstwa opisowa. Mroźna zima, zasypane drogi, wszechobecny śnieg, przeszywający wiatr czy gorąco buchające z suszarni zostały przedstawione bardzo plastycznie.

Motyw duchów i elementy grozy są obecne przez całą powieść, ale nie dominują nad historią. Stanowią raczej tło dla opowieści o traumie, winie i stopniowym popadaniu w obłęd. Pod tym względem książka przypominała mi niektóre opowiadania H.P. Lovecrafta, na końcu których bohater zatracał się w szaleństwo.

Jedynym elementem, który momentami utrudniał mi odbiór, było celowe unikanie przez autora imion i nazwisk bohaterów. Zastąpienie ich oznaczeniami w rodzaju „B” czy „J” z pewnością miało swoje uzasadnienie i wpisywało się w koncepcję powieści, jednak chwilami wybijało mnie z rytmu czytania i utrudniało śledzenie relacji między postaciami.

Mimo tej drobnej uwagi „Nie ma wędrowca” to kolejna znakomita książka w dorobku Wojciecha Guni. To horror dla cierpliwego czytelnika – taki, który nie straszy nagłymi zwrotami akcji, lecz powoli i konsekwentnie buduje atmosferę, pozostawiając po sobie uczucie niepokoju jeszcze długo po zakończeniu lektury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz