Marcin Halski, Bezdomność all inclusive, recenzja

Marcin Halski, Bezdomność all inclusive, recenzja

 Autor: Marcin Halski

Tytuł: Bezdomność all inclusive

Wydawnictwo: Wydawnictwo HM

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 326

moja ocena: 10/10

„Bezdomność all inclusive” Marcina Halskiego to powieść oparta na faktach, stanowiąca zapis wspomnień Piotra G., który w okresie bezdomności żył przez kilka miesięcy we Włocławku. Głównym bohaterem jest Piotr, chłopak wychowujący się w patologicznej rodzinie, w której ojciec nadużywa alkoholu i stosuje przemoc, a matka przyjmuje bierną postawę, nie broniąc syna. Z biegiem lat w Piotrze narasta bunt, który znajduje wyraz w tworzeniu tekstów piosenek oraz pragnieniu ucieczki z domowego piekła, by zacząć życie jako wolny człowiek. Pewnego dnia postanawia rzucić szkołę i pracę, aby uciec na Hel, gdzie zamierza znaleźć zatrudnienie i rozpocząć nowe życie. W tym celu pod nieobecność rodziców zabrał swoje rzeczy i oszczędności matki. W trakcie podróży nad morze zostaje pobity, okradziony i wyrzucony na dworcu we Włocławku. Bez pieniędzy i wsparcia Piotr zmuszony był walczyć o przetrwanie w lokalnej społeczności bezdomnych. Z czasem przekonał się, że wolność, której tak pragnął, ma gorzki smak.

Sięgając po „Bezdomność all inclusive” byłem pełen obaw. Nie przepadam za książkami z gatunku dramatu czy reportażu, jednak do sięgnięcia po tę powieść przekonało mnie nazwisko autora (przeczytałem już kilka książek Marcina Halskiego i dotąd się nie zawiodłem), interesująca tematyka oraz klimatyczna okładka autorstwa E. Raj. Zagłębiając się w kolejne rozdziały, czytelnik odkrywa, jak wygląda codzienne życie bezdomnych w Polsce: skąd biorą środki na jedzenie, alkohol i papierosy, jak zdobywają ubrania, gdzie śpią, a przede wszystkim, dlaczego nie chcą przyjmować pomocy ze strony opieki społecznej i organizacji pozarządowych.

Mimo że książka opowiada smutną historię człowieka, który „chciał żyć na skróty, oddając się używkom, takim jak narkotyki i alkohol” (ZaczytanaZakreconaJa Hożewska), sytuacja, w jakiej się znalazł, jest efektem jego pochopnych decyzji, egoizmu, samolubstwa oraz pociągu do używek i autodestrukcji. Innymi słowy, poniósł konsekwencje swoich wyborów; zamiast stawić czoła problemom, postanowił uciec. To właśnie te decyzje ściągnęły go na dno społecznego marginesu. Dla bezdomnego Piotra G. dzień składał się z pobudki na kacu, picia byle czego, aby uśmierzyć ból głowy, żebrania o jedzenie i alkohol oraz picia, aż do zaśnięcia.

„Bezdomność all inclusive” to znakomicie napisana historia, która wciąga od pierwszej strony i wywołuje w czytelniku wiele emocji. Od dawna nie miałem okazji przeczytać równie dobrej książki. Serdecznie polecam.


Radosław Lewandowski, Yggdrasil. Struny czasu, recenzja

 

Radosław Lewandowski, Yggdrasil. Struny czasu, recenzja

Autor: Radosław Lewandowski

Tytuł: Yggdrasil. Struny czasu

Cykl: Yggdrasil

Wydawnictwo: H.D.K. Lewandowska

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 350

Moja ocena: 8/10



„Yggdrasil. Struny czasu” to tytuł powieści science fiction autorstwa Radosława Lewandowskiego. Książka stanowi pierwszy tom cyklu „Yggdrasil” i kontynuację czterotomowego cyklu „Wikingowie”. Akcja powieści toczy się w 30 wieku, następnie na chwile przenosi się do X wieku, a potem czytelnicy zostają przeniesieni 40 tyś. lat przed narodzeniem Chrystusa.

Potężna korporacja NOVA chcąc wzmocnić swoją pozycje w galaktyce, decyduje się na wysłanie w daleką przeszłość mikro urządzenia rejestrującego, odbywa się to za pośrednictwem odkrytej w kosmosie czarnej dziury. Eksperyment zostaje jednak zakłócony przez nieznaną siłę, w wyniku czego do okresu paleolitu zostaje przeniesiona słowiańska wioska wraz z jej mieszkańcami i drużyną najemnych Wikingów, na czele której stoi Eryk, syn jarla Skandynawii Eryka Zwycięskiego. W nowej rzeczywistości bohaterom przychodzi zmierzyć się z niegościnnym klimatem, stadami wilków i mamutów oraz dzikimi plemionami zamieszkującymi ówczesną Europę Środkową. Korzystając z posiadanej wiedzy i umiejętności oraz przy użyciu mieczy, tarcz i toporów Waregowie torują sobie drogę przez niegościnna krainę, szukając miejsca gdzie można by rozpocząć nowe życie. 

Lektura „Yggdrasil. Struny Czasu” wywarła na mnie bardzo duże wrażenie. Mimo że jest to powieść science fiction, której wątkiem przewodnim są podróże w czasie, autor wplótł w opisywana historię wątki zaczerpnięte z mitologii słowiańskiej, nordyckiej, historii Grecji, krajów Półwyspu Iberyjskiego i innych.  Historia opiera się na starannie skonstruowanej fabule i niekiedy zaskakuje zwrotami akcji. Jednym z największych atutów książki jest jej język. Radosław Lewandowski posługuje się barwnymi i plastycznymi opisami życia, flory i fauny okresu Paleolitu.

Zarówno Eryk jak i inni Waregowie, poprzez swoje rubaszne poczucie humoru, pociąg do dziewek, bitek i miodu potrafią wzbudzić sympatię i dodają powieści dużo kolorytu, a przeżywane przez nich przygody potrafią przykuć uwagę. Jedynymi fragmentem historii, który kompletnie nie przypadł mi do gustu i był nieco niezrozumiały był prolog i pierwszy rozdział (hard science fiction, które skojarzyło mi się z filmami „Dzień niepodległości” i „Surogaci”). prolog i pierwszy rozdział książki książki mnie zaskoczył, bo było to zupełnie co innego, niż mogłaby sugerować okładka. Potężne science fiction pełną parą, które skojarzyło mi się z filmami „Dzień niepodległości” i „Surogaci”.

W mojej ocenie „Yggdrasil. Struny czasu” to opowieść, którą serdecznie polecam  wszystkim fanom fantasy i science fiction z elementami słowiańskiej i nordyckiej mitologii.

Łukasz Ogórkiewicz, Kalendarium zła, recenzja

Łukasz Ogórkiewicz, Kalendarium zła, recenzja

 Autor: Łukasz Ogórkiewicz

Tytuł: Kalendarium zła

Wydawnictwo: Nie powiem

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 312

Moja ocena: 8/10

„Salem” to średniej wielkości miasto w Stanach Zjednoczonych, które kryje w sobie mroczną historię związaną z legendarnymi polowaniami na czarownice. To właśnie w tym miejscu zostaje uprowadzony siedmioletni chłopiec z lekkim spektrum autyzmu. Trójka bohaterów – Elena, studentka kryminalistyki, Peter, miejscowy policjant, oraz Tom, ich przyjaciel z dzieciństwa – podejmuje się odnalezienia zaginionego chłopca. Gdy pewnego dnia w opuszczonej hali produkcyjnej zostaje odkryty przerażający i enigmatyczny ołtarz nieznanej religii, a na nim rysunki wykonane dziecięcą ręką, blady strach ogarnia całe miasteczko.

„Kalendarium zła” autorstwa Łukasza Ogórkiewicza to mroczny thriller z elementami powieści psychologicznej. Już w pierwszym rozdziale poznajemy sylwetkę tajemniczego porywacza Samuela, który dorasta w patologicznej i dysfunkcyjnej rodzinie. Autor, poprzez ten zabieg, starał się ukazać złożoność jego postaci oraz motywy, które skłoniły go do popełnienia licznych zbrodni. Niestety z każdym kolejnym rozdziałem ta mroczna opowieść zaczyna się zmieniać w powieść detektywistyczną. Pozostała trójka bohaterów – Peter, Elena i Tom – zdają się być jedynie tłem dla postaci Samuela oraz wydarzeń, które mają miejsce w Salem.

W książce pojawia się kilka interesujących wątków, takich jak powiązania siatki pedofilii z miejscowym pastorem i władzami miasta, które niestety nie zostały w pełni rozwinięte. Najsłabiej wypada jednak zakończenie i epilog, które w moim zdaniem są zdecydowanie zbyt długie. Mimo to książka napisana jest w lekki sposób, a ja, choć nie jestem fanem tego gatunku, czytałam ją z przyjemnością.

„Kalendarium zła” autorstwa Łukasza Ogórkiewicza to mroczny thriller z elementami powieści psychologicznej. Powieść polecam wszystkim miłośnikom kryminałów i powieści detektywistycznych.


Luiza Dobrzyńska, Pol Trek. Na dobre u jeszcze gorsze, recenzja

Luiza Dobrzańska, Pol Trek. Na dobre u jeszcze gorsze, recenzja

Autor: Luiza Dobrzyńska

Tytuł: Pol Trek. Na dobre i jeszcze gorsze

Wydawnictwo: Wydawnictwo Książkowe HM

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 330

Moja ocena: 8/10

 „Poltrek. Na dobre i na jeszcze gorsze” autorstwa Luizy Dobrzańskiej to druga odsłona pełnej humoru serii science fiction, opowiadającej o przygodach polskiej załogi statku kosmicznego „Hermasz”. Akcja powieści rozgrywa się dwa lata po wydarzeniach znanych z „Pol Trek. W imieniu Rzeczpospolitej”. Kapitan Liliana Zakrzewska oraz pozostali członkowie załogi przechodzą niezbędne kursy i szkolenia w Akademii Gwiezdnej Armady. Po sukcesie pierwszej misji oczekiwania wobec Polaków rosną, a liczba osób pragnących dołączyć do załogi również się zwiększa. Do załogi statku dołącza Keras Klingorgianka, która zostaje żoną Zajczika, oraz pisarz-dziennikarz Wojciech Cepowski, który uwielbia spacerować boso. Załoga „Hermasza” otrzymuje niezwykle niebezpieczne zadanie: dotrzeć tam, gdzie nie dotarł dotąd żaden statek.

Tradycyjnie na pokładzie „Hermasza” czytelnik spotka niezwykle barwną i kłótliwą załogę, która stopniowo powiększa się o kolejnych pasażerów na gapę. Każdy z nich ma swoje unikalne cechy, które dodają załodze charakteru i sprawiają, że jej działania stają się nieprzewidywalne. Tak jak w pierwszej części, moim ulubionym załogantem był kapelan, ojciec Tadeusz Muchomorek, który swoją postawą, gorliwością religijną i niezwykłym talentem do wplątywania się w różnego rodzaju dyskusje z ateistami i obcymi rasami zdobył moje głębokie uznanie. Książka obfituje w odniesienia do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce i na świecie, a także do popkultury, klasyków kina i literatury. W porównaniu do pierwszej części jest o jedną trzecią krótsza, co wcale nie jest wadą, a wręcz zaletą.

Mimo że „Pol Trek. Na dobre i na jeszcze gorsze” to ciekawa i oryginalna powieść science fiction z ogromną dawką humoru, niestety nieco mnie zawiodła. Głównie z powodu powtarzających się schematów i załogi, która niemal nie zmieniła się od pierwszej części. Mamy co prawda nowych członków, Wróbla i Cepowskiego, ale nie wnoszą oni nic szczególnego do historii, co jest dużą stratą. Po przeczytaniu książki miałam wrażenie, że autorka wszystkie najlepsze pomysły przelała na karty pierwszej części cyklu, przez co druga część wydawała mi się uboższa pod względem fabularnym i pod kątem występujących w niej bohaterów.

„Pol Trek. Na dobre i na jeszcze gorsze” to bardzo przyjemna książka i świetna propozycja dla fanów lekkiego science fiction, którzy cenią sobie dobry humor. Osobiście gorąco polecam ją wszystkim miłośnikom tego gatunku.

Luiza Dobrzyńska, Pol Trek w imieniu Rzeczpospolitej, recenzja

Luiza Dobrzańska, Pol Trek w imieniu Rzeczpospolitej, recenzja

Autor: Luiza Dobrzyńska

Tytuł: Pol Trek w imieniu Rzeczpospolite

Wydawnictwo: Wydawnictwo Odmienne Stany Fantastyki

Rok wydania: 2022

Liczba stron: 492

Moja ocena: 8/10


Pol Trek w imieniu Rzeczypospolitej” to jedna z tych książek, obok których nie sposób przejść obojętnie. Zarówno okładka, na której widnieje statek kosmiczny przypominający dziecięcą konstrukcję z papieru, jak i tytuł nawiązujący do legendarnego serialu „Star Trek”, sprawiają, że nie można się oprzeć pokusie sięgnięcia po tę lekturę.

Luiza Dobrzańska rozpoczyna swoją opowieść od serii żartów i szalonych zwrotów akcji. W skrócie można to ująć tak: decyzja o budowie polskiego statku kosmicznego zapadła w gabinecie pewnego wysokiej rangi polityka, który, zmagając się z uporczywym kacem, podpisywał wszystkie dokumenty bez zastanowienia, w tym projekt budowy statku. Okręt kosmiczny powstał z części z demobilu oraz silnika podarowanego przez obcą rasę, tworząc przysłowiowy „składak”, który ochrzczono imieniem „Hermasz”. Największym jednak problemem okazało się skompletowanie załogi. Każdy kandydat znajdował tysiące powodów, by nie służyć na statku, o którym mówiono, że najpewniej rozpadnie się zaraz po starcie. Ostatecznie załoga pochodząca z „łapanki” złożona z Polaków, Rosjan, Niemców, Romów, Afrykanina i kilku przedstawicieli obcej cywilizacji. Warto dodać, że ludzka część załogi nie przeszła niezbędnych kursów i szkoleń, które umożliwiłyby jej pracę na statku. Tak skompletowana drużyna wyruszyła w pierwszą w dziejach naszego kraju podróż kosmiczną, której celem było zbadanie nieodkrytej przestrzeni kosmicznej.

Pol Trek” to przykład powieści, która ma bawić i dostarczać rozrywki. Już sam skład załogi statku daje pewność, że między bohaterami będą miały miejsce kłótnie, awantury, ale także chwile radości i zabawy. W książce występuje wiele postaci, a moją ulubioną był ojciec Tadeusz Muchomorek z Torunia, nawiązujący do postaci ojca Tadeusza Rydzyka. W trakcie całego lotu ów kapelan był inicjatorem wielu przezabawnych przedsięwzięć, takich jak organizacja Tłustego Czwartku czy Wielkanocy, a także starał się nawrócić ateistów i członków załogi z innych planet na katolicyzm.

W mojej ocenie liczna załoga „Hermasza” stanowi atut książki, gdyż każdy czytelnik może wybrać postać, której chce kibicować i z którą się utożsamiać. W powieści można znaleźć wiele nawiązań do współczesnej historii, polityki, popkultury i literatury, takich jak „Świat według Kiepskich”, „Na dobre i na złe”, „M jak miłość”, „Odyseja kosmiczna” i wiele innych.

Pol Trek w imieniu Rzeczypospolitej” to książka, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Myślę, że przypadnie do gustu fanom literatury science fiction, którzy cenią sobie humorystyczne elementy w książkach.


Matt Shaw, Ośmiornica, tom 3, recenzja

Matt Shaw, Ośmiornica, tom 3, recenzja
 

Autor: Matt Shaw

Tytuł: Ośmiornica

Tom: III

Wydawnictwo: Phantom Books Horror

Rok wydania: 2022

Liczba stron: 74

Moja ocena: 5/10

„Ośmiornica” tom III stanowi zwieńczenie oryginalnego pomysłu Matta Shawa na temat przebudzenia Wielkiego Przedwiecznego. W odróżnieniu od dwóch poprzednich tomów, w tej części brakuje głównych bohaterów. Autor postanowił skupić się na przedstawieniu świata oraz ludzi żyjących w jego różnych zakątkach, którzy stają w obliczu powrotu Cthulhu. Cały glob ogarnia szaleństwo, a ludzie i zwierzęta dopuszczają się morderstw, gwałtów i seksualnych dewiacji, które potrafią wywołać u czytelnika zarówno szok, jak i obrzydzenie. 

Największym atutem tej historii są wydarzenia, które mają miejsce na kilka godzin przed przebudzeniem przedwiecznego. Niezwykle plastyczne i surrealistyczne opisy sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem, w oczekiwaniu na to, co musi nastąpić w wielkim finale. 

Podobnie jak w przypadku pierwszego i drugiego tomu, gorąco polecam tę książkę wszystkim miłośnikom ekstremalnego horroru, a szczególnie tym, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z tym gatunkiem, a chcieliby odkryć jego charakterystyczne cechy.

Matt Shaw, Ośmiornica, tom 2, recenzja

 

Matt Shaw, Ośmiornica, tom 2, recenzja


Autor: Matt Shaw
Tytuł: Ośmiornica
Tom: II
Wydawnictwo: Phantom Books Horror
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 89
Moja ocena: 6/10

„Ośmiornica” tom II to powieść, która rozgrywa się osiem miesięcy po wydarzeniach znanych z finału pierwszej części. Małżeństwo Larsenów, Max i Helena, oczekuje narodzin dziecka, które ma doprowadzić do przebudzenia Cthulhu. Każdy dzień przybliża ich do spełnienia marzeń o władzy nad ludzkością i osiągnięcia boskości. Jednak wraz z zbliżającym się rozwiązaniem w ich domu zaczynają dziać się niewyjaśnione zjawiska, a jego mieszkańcy popadają w obłęd. Helena, z uwagi na swój stan, przebywa w specjalnej sypialni, której ściany pokryte są ołowiem, mającym na celu ochronę przed wpływem jej nienarodzonego dziecka na psychikę domowników. Oprócz Larsenów i ich służby, w domu przebywa młoda kobieta, która kilka miesięcy temu została porwana i zmieniona w niewolnicę pana domu. Z każdym dniem dziewczyna popada w coraz większe szaleństwo, na które wpływ ma dziecko Larsenów.

Druga część trylogii „Ośmiornica” autorstwa Matta Shawa to powieść napisana w lekki, plastyczny, a zarazem bardzo mroczny sposób. Autor od samego początku wciąga czytelników w odmęty szaleństwa i chorych fantazji Larsenów. Historia jest brutalna, brudna i ociekająca seksem. Wszystkie jej elementy prowadzą czytelnika do oczywistego finału, jakim jest poród pani domu.

Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu, polecam tę książkę wszystkim fanom ekstremalnego horroru, a w szczególności osobom, które jeszcze nie miały okazji zapoznać się z tym gatunkiem, a chciałyby odkryć, czym się on charakteryzuje.


Matt Shaw, Ośmiornica, tom I, recenzja


 

Matt Shaw, Ośmiornica, tom I, recenzja

Autor: Matt Shaw
Tytuł: Ośmiornica
Tom: I
Wydawnictwo: Phantom Books Horror
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 137
Moja ocena: 6/10


Jessica i Grace to dwudziestokilkuletnie kelnerki, które pracują w przydrożnym barze dla kierowców. Marzą o tym, by pewnego dnia rzucić tę pracę i zacząć żyć na własnych zasadach. Jess pragnie zbudować karierę jako modelka, jednak przebicie się do świata show-biznesu okazuje się niezwykle trudne. Grace z kolei marzy o założeniu własnej firmy, w tym celu rozbiera się przed kamerą w Internecie i świadczy usługi seksualne. Pewnego dnia Grace otrzymuje propozycję udziału w zamkniętej imprezie organizowanej przez bogate małżeństwo Larsenów. Zasady wydają się proste: dziewczyny mają otrzymać honorarium za odgrywanie roli „żywych” stołów, na których będzie układane sushi. Mogą również zarobić dodatkowe pieniądze, jeśli zgodzą się świadczyć klientom dodatkowe usługi. Sytuacja dziewczyn zmienia się w prawdziwy koszmar, gdy okazuje się, że Larsenowie zamierzają je wykorzystać do odprawienia straszliwego rytuału.

Powieść „Ośmiornica” autorstwa Matta Shaw to przykład połączenia horroru ekstremalnego czerpiącego garściami z twórczości H.P. Lovecrafta i kiepskiego dramatu. Ze względu na brutalne i erotyczne opisy jest to lektura dla osób dorosłych. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, bohaterowie mimo dopuszczania się różnych makabrycznych i odrażających czynności nie wyróżniają się niczym szczególnym. Elementem, który spaja całą historię jest oczekiwanie na przebudzenie „Wielkiego Przedwiecznego” i związane z tym zmiany, jakie zachodzą w ludziach i przyrodzie na całym świecie.

Ze względu na niewielką objętość każdego z tomów oraz lekki styl autora, książki czyta się bardzo szybko. Każdy z tomów udało mi się przeczytać w jeden wieczór. Osobiście polecam „Ośmiornice” wszystkim fanom horroru ekstremalnego, a w szczególności osobom, które jeszcze nie czytały niczego z tego gatunku, a chciałby się przekonać, czym może się on charakteryzować. 


Nierealna magia, recenzja

 


Autor: D.B. Foryś, Patrycja Fraj, Camille Gale, Ewelina Kasiuba, Martyna Ludwig, Marek Pawłowski, Joanna Krystyna Radosz, E. Raj, Sandra Rozbicka, Ludka Skrzydlewska, Grzegorz Wielgus, Katarzyna Muszyńska

Tytuł: Nierealna magia

Wydawnictwo: Wydawnictwo HM

Rok wydania: 2022

Liczba stron: 380

Moja ocena: 7/10

Antologia "(Nie)realna magia" od Wydawnictwa Książkowego HM to zbiór dwunastu opowiadań z gatunku fantasy i science fiction, które łączy element pikantnej erotyki. Na ponad 350 stronach lektury czytelnicy odkryją historie, których bohaterami są wiedźma, Wodnik, elfy, bogowie, android i wiele więcej... Przedstawione historie oscylują wokół tematyki erotycznej, tworząc fascynujące połączenie fantastyki z namiętnością.

Bardzo ciekawym elementem tego zbioru jest zestawienie pośród autorów posiadających duże doświadczenie pisarskie oraz debiutantów. Dzięki czemu fabuła, styl i warsztat opowiadań jest zróżnicowany. W książce pojawiają się zarówno tradycyjne motywy fantastyki, jak i świeże, oryginalne pomysły i mieszanki gatunkowe. Mimo że elementem łączącym każda z historii jest wątek erotyczny, nie jest to erotyka wulgarna, prostacka, lecz subtelna z dużą ilością emocji i romantyzmu. Na wyróżnienie zasługuje również okładka książki autorstwa fenomenalnej Eli Raj. Spośród znajdujących się w antologii opowiadań najbardziej podobały mi się dwa opowiadania.

„Zanurzeni” autorstwa Patrycji Fraj opowiadające o burzliwej relacji między pewna młodą panienką i krzepkim wodnikiem. Przedstawiony w nim świat, w którym wodnik niejako stoi na szczycie leśnej hierarchii i pełni rolę strażnika został bardzo dobrze wykreowany. Widać, że autorka poświęciła bardzo dużo czasu na jego dopracowanie. Mimo że jest to debiut Pani Patrycja, jej poziom warsztatu jest bardzo dobry. Obecny w nim element erotyczny jest dość pikantny i przypomina sięganie po zakazany owoc.

Równie mocno podobało mi się opowiadanie E. Raj pt. " Android". Jest to jedyne opowiadanie science fiction, którego bohaterami są rebeliantka uciekająca przed prawem i androidem podążającym jej śladem. Akcja skupia się na budowaniu relacji między tą dwójką oraz tajemnicy, jaką skrywa robot. W mojej ocenie to najbardziej oryginalne opowiadanie w całym zbiorze.

„(Nie)realna magia” to jeden z najciekawszych zbioru opowiadań fantasy, jakie miałem dotychczas okazję czytać. Osobiście polecam czytanie opowiadań, jako przerywnik między lekturami.


Szczypta magii. Antologia opowiadań fantasy, recenzja

 

Szczypta magii. Antologia opowiadań fantasy, recenzja

Autor: Sandra Czoik, Ewelina Domańska, Natalia Hermansa, Katarzyna Jakubowska, Anett Lievre, Camille O'naill, Daria Smolarek, Beata Sagan, Paula Uzarek, Magdalena Wojtkiewicz, Katarzyna Muszyńska

Tytuł: Szczypta magii

Wydawnictwo: Nie powiem

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 331

Moja ocena: 7/10

„Szczypta magii" to liczący 330 stron zbiór opowiadań fantasy, w których można znaleźć zarówno elementy romansu, komedii jak i grozy. W antologii znalazły się opowiadania jedenastu autorek: Daria Smolarek, Katarzyna Jakubowska, Magdalena Wojtkiewicz, Natalia Hermansa, Ewelina Domańska, Paula Uzarek, Beata Sagan, Katarzyna Muszyńska, Camille Onaill,  Anett Lievre, Sandra Czoik. Każde z opowiadań podejmuje temat niezwykłego spotkania ludzi ze świata realnego z istotami obdarzonymi magicznymi zdolnościami lub potworami budzącymi strach od pokoleń. Większość z opowiadań napisana jest w sposób dynamiczny, a przedstawione w nich opisy są bardzo plastyczne.

Osobiście najbardziej podobało mi się dwa opowiadania. Pierwsze „Wszystko o wiedźmach” autorstwa Natali Hermansy. To zabawna historia z drobinką czarnego humoru, której bohaterami są łowca wiedźm Janusz i dwie czarownice Grażyna i Karina, które chcą się ustatkować. Jak można się domyślić imiona bohaterów związane są z różnymi stereotypami i żartami, które od lat cieszą się dużą popularnością w naszym kraju.

Wyróżniłbym również opowiadanie Pauli Uzarek pt. „Ośrodek odnowy biologicznej”. Jest to rodzaj parodia fantasy jednego z najbardziej popularnych seriali emitowanych w polskiej telewizji „Sanatorium Miłości”. Serdecznie bawiłem się czytając o wyczynach Przeborki, młodej wiedzmy pełniącej rolę szefa-menagera ośrodka, która wszelkimi sposobami starała się wykazać przed przełożonymi. W tym celu ściśle kontrolował prace podległym jej wampirom, rusałkom i innym stworom. Problemów nie brakuje, co sprawia iż finalnie nasza bohaterka trafia na kozetkę do terapeuty.

W mojej ocenie „Szczypta magii” to bardzo dobry zbiór opowiadań fantasy dla czytelników chcących przeczytać klimatyczne i zarazem pełne humoru opowieści o słowiańskich bóstwach, wiedźmach, wampirach i innych stworach.

Katarzyna Muszyńska, Płomień i Kruk, recenzja

Katarzyna Muszyńska, Płomień i Kruk, recenzja

Autor: Katarzyna Muszyńska

Tytuł: Płomień i Kruk

Wydawnictwo: Ailes

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 357

Moja ocena: 8/10

„Płomień i Kruk” to tytuł najnowszej powieści fantasy autorstwa Katarzyny Muszyńskiej. Bohaterką książki jest siedemnastoletnia Riley. Dziewczyna niemal każdego dnia schodzić do kopalni, aby wydobywać sól. Praca ta jest nie tylko ciężka, ale również bardzo niebezpieczna. Riley nie ma jednak wyboru, musi pracować, aby zapewnić utrzymanie niepełnosprawnym rodzicom i kilkuletniej siostrze. Pewnego dnia postanawia zaryzykować kradzież leków, aby pomóc jednej z sierot. Niestety zostaje przyłapana na kradzieży, za co grozi jej kara śmierci. Nieoczekiwanie w dniu egzekucji na jaw wychodzi skrywany przez nią do lat sekret. Okazuje się, iż jest ona jedną z „Wybranych”, czyli ludzi posiadających niezwykły magiczny talent i potrafiących kontrolować jeden z żywiołów. Riley unika śmierci, ale w zamian zostaje zmuszona do zamieszkania w szkoły czarów znajdującej się w świątyni noszącej przerażającą nazwę Kości.

Czytając najnowsza powieść Katarzyny Muszyńskiej „Płomień i Kruk” przez większość czasu miałem wrażenie, iż w moje ręce trafiła historia łącząca w sobie cechy, takich powieści jak Harry Potter i Igrzyska Śmierci. Świat, w którym toczy się akcja, jest bardzo podobny do tego znanego z twórczości Suzanne Collins. Mamy tu społeczeństwo podzielone na „Normalnych” i „Wybranych”. Pierwsi muszą ciężko pracować w kopalniach, na farmach i manufakturach. Podlegają surowemu prawu, a ich życie jest warta tyle ile wykonywana przez nich praca. Wybrani korzystają ze swych magicznych talentów, które umożliwiają im życie w dostatku i korzystanie z różnego rodzaju rozrywek. W tym pełnym kontrastów świecie Riley zmuszona zostaje do dołączenia do akademii, w której dzieci obdarzone magicznymi talentami uczą się jak panować nad swymi mocami. W miejscu tym, co prawda nie grozi zawalenie się kopalnianego stropu na głowę, czy uduszenie pyłem, jednak bohaterka doświadczy niesprawiedliwego traktowania przez nauczycieli, okrutnych docinek ze strony rówieśników i uwikła się w toksyczną relację.


„Płomień i Kruk” to powieść charakteryzująca się świetnymi dialogami, barwnymi opisami i szybko rozwijająca się akcją. Każdy kolejny rozdział potrafi dostarczyć czytelnikowi nową porcję informacji, o życiu mieszkańców Kości, towarzyskich skandalach i intrygach, oraz tajnikach władania magią. Bardzo ciekawym i zabawnym zabiegiem było przeniesienie współczesnych realiów życia nastolatków mieszkających w internatach i akademikach do świata magii. Riley jako główna bohaterka prezentuje się znakomicie, idealnie oddaje sposób myślenia i buntowniczy charakter nastolatki, którą ze względu na trudną sytuację rodzinną, musiał szybko dojrzeć i wziąć sprawy w swojej ręce. Jej cięty język i twarde pięści pomagają jej rozwiązywać problemy, uciszać gnębicieli, ale i przysparzają coraz to nowych wrogów.

Jedynym elementem, który niestety nie przypadł mi do gustu, było zakończenie. Miałem wrażenie, że autorka zdecydował się jej okroić, brakowało mi w nim opisów, wyjaśnienia, dlaczego pewne wydarzenia miały miejsce, dlaczego niektórzy bohaterowie podjęli takie decyzje, a nie inne.

„Płomień i Kruk” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Katarzyny Muszyńskiej. Mam nadzieję, że w przyszłości dane mi będzie sięgnąć po kolejną jej powieść lub opowiadanie.


Maciej Rapa, Phenomen, recenzja

 

Maciej Rapa, Phenomen, recenzja

Autor: Maciej Rapa

Tytuł: Phenomen

Wydawnictwo: Wydawnictwo HM

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 430

Moja ocena: 10/10

„Phenomen” Macieja Rapy to powieść łącząca w sobie różne gatunki, takie jak science-fiction, postapo i cyberpunk. Książka wprowadza czytelnika w niezwykły świat, różniący się pod każdym względem od nam znanego. Po globalnej katastrofie zwanej „phenomenem”, nikt z tych, którzy przeżyli, nie był w stanie opowiedzieć, jak do niego doszło i jak wyglądał. Jednak jego skutki całkowicie zmieniły obraz świata, wypaczyły prawa fizyki i wpłynęły na wszystkie żywe organizmy. Przyroda zmieniła się nie do poznania, zwierzęta i rośliny przybrały metaliczny wygląd, ich skórę zastąpiły metalowe płyty, a na drzewa zamiast liści pojawiły się żyletki i metalowe igły. Zmiany dotknęły również ludzi, wśród których pojawili się nieśmiertelni, którzy 13 sekund po zgonie powracali do świata żywych. Ta przerażająca, apokaliptyczna i wyjątkowo oryginalna wizja świata stanowi w mojej ocenie najmocniejszy punkt całej historii.

Głównym bohaterem powieści jest Blady, doświadczony zwiadowca i nieśmiertelny z mroczną przeszłości, której widma nieustannie krążą w jego myślach. Staje on na czele ekspedycji złożonej ze żołnierzy, mnicha reprezentującego tajemniczą sektę oraz naukowca pochodzącego z czasów z odległej przeszłości. Jego zadaniem jest odnalezienie stacji , w której ukryta jest broń o niewyobrażalnej niszczycielskiej mocy. W trakcie wyprawy ludzi Bladego będą musieli zmierzyć się z krwiożerczymi mutantami, niebezpieczną florą oraz żądającymi zemsty  ludźmi. 

„Phenomen” to powieść pełna symboli, odniesień do klasyków literatury (Metro 2033, S.T.A.L.K.E.R, Piknik na skraju drogi, Aleja Potępienia, Fallout), która jednak nie powiela popularnych schematów. Lekkie pióro, plastyczne opisy flory i fauny, pół ludzie pół cyborgi, wszechobecne poczucie zagrożenia i szaleństwo towarzyszące nieśmiertelności, sprawiają, że wprost nie sposób oderwać się od tej lektury, a jej bohaterowie zostają z czytelnikiem jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę. Gorąco polecam wszystkim fanom literatury fantasy, sciecne-fiction i grozy.

M.W. Jasińska, W pełni rozkwitających drzew, recenzja

 

M.W. Jasińska, W pełni rozkwitających drzew, recenzja

Autor: M.W. Jasińska

Tytuł: W pełni rozkwitających drzew

Wydawnictwo: Nie powiem

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 352

Moja ocena: 7/10


„W pełni rozkwitających drzew” to gotycka powieść fantasy z wątkiem autorstwa Moniki W. Jasińskiej. Akcja powieści rozgrywa się w roku 1757 w miejscowości Kemnitz, gdzie znajduje się stary zamek, powszechnie uważany za nawiedzony. Ksawery von Zierotin, nowy właściciel majątku, postanawia osiedlić się tam na stałe, mając nadzieję, że uda mu się uciec od swojej przeszłości i prześladujących go widm. Niedługo potem poślubia młodą służącą, wywołując tym samym towarzyski skandal, a wśród chłopów zaczynają krążyć plotki, że młoda dziewczyna uwiodła miała młodego pana za pomocą magii. Sytuacja młodej pary pogarsza się jeszcze bardziej, gdy w Kemnitz dochodzi do kilku niewyjaśnionych zgonów.

Powieść „W pełni rozkwitających drzew” to idealna lektura dla osób, które nie przepadają za książkami z wątkiem romantycznym. Autorka zgrabnie łączy elementy fantasy, romansu i grozy osadzonej w gotyckim zamczysku. Fabuła rozwija się w dobrym tempie, a zwroty akcji sprawiają, że bardzo trudno przewidzieć zakończenie.. Opisy przyrody i wiejskiej zabudowy są bardzo plastyczne i pozwalają szybko wczuć się w klimat XVIII wiecznej prowincji. Autorka poruszyła również tematy związane z podejściem chłopów do religii, magii oraz medycyny. Na uwagę zasługuje także piękna i przyciągająca wzrok okładka, łącząca w sobie fiolet, róż i ich odcienie, a zaprojektowana przez E.Raja.


Jedynym elementem, który nie przypadł mi do gustu jest wątek romantycznej miłości łączącej Ksawerego i Elanie. W ich relacji brakowało mi namiętności, chemii, przysłowiowego ognia. Przez większość książki byli dość powściągliwi w okazywaniu sobie uczuć, przypominali bardziej aranżowane małżeństwo niżeli parę połączoną w wyniku mezaliansu.

Moim zdaniem „W pełni rozkwitających drzew” to bardzo dobrze napisana powieść, łącząca w sobie elementy romansu i fantasy, którą czytało mi się bardzo dobrze. Osobiście polecam  wszystkim fanom gatunku.

Michał Klimaszewski, Dawca, recenzja

 

Michał Klimaszewski, Dawca, recenzja

Autor: Michał Klimaszewski

Tytuł: Dawca

Wydawnictwo: Nie powiem

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 486

Moja ocena: 7/10

Złotoryja to niewielkie miasto powiatowe położone w województwie dolnośląskim, w którym rozgrywa się akcja powieści Michała Klimaszewskiego pt. „Dawca”. Pewnego wieczoru w przydrożnym barze dla kierowców tirów, popełnione zostaje brutalne morderstwo, a jego sprawca nie zostaje aresztowany. W ciągu kolejnych dni dochodzi do zaginięcia kilku młodych osób i kolejnych zagadkowych zgonów. Miejscowi policjanci podejmują śledztwo, nieświadomi że ​​do miasta przybył tajemniczy mężczyzna, zwany „Dawcą”, który sprzedaje narkotyk, „rozweselacz” mający katastrofalny wpływ na zachowanie i psychika ludzi, którzy go zażywają.

„Dawca” to debiutancka powieść Michała Klimaszewskiego, która stanowi połączenie takich gatunków jak: horror, kryminał i powieść obyczajowa. Bohaterami książki są dwaj policjanci Szymon i Michał, którzy prywatnie się przyjaźnią. Pierwszy z nich ma problemy alkoholowe, których źródłem jest stres związany z pracą oraz trudne relacje z rodziną żony, drugi stara się zasłużyć na szacunek nadopiekuńczej matki, która nieustannie podkreśla jego wady, wytyka błędy i niepowodzenia. W kolejnych rozdziałach „Dawcy” można znaleźć bardzo dużo informacji na temat codziennej służby w Policji, relacji między przełożonymi a podwładnymi oraz prywatnych problemów, z jakimi borykają się rodziny stróżów prawa w Polsce. Wszystkie tego rodzaju historie sprawiły, iż nieco inaczej zacząłem patrzeć na kwestie służby w policji i postawę ludzi tam pracujących.

Michał Klimaszewski w swojej powieści bardzo dużo uwagi poświęca kwestii, jak uzależnienie od narkotyków, potrafi wpływać na ludzką psychikę i zniszczyć życie, każdego niezależnie od wieku, wykształcenia czy pochodzenia społecznego. Robi to poprzez odwołanie do konkretnych przykładów: syn bogatego adwokata, zażywa narkotyki na złość wymagającemu ojcu, szkolna prymuska chce zostać dostrzeżona przez rówieśników, nauczycielka marzy o wyrwaniu się z ojczystego kraju, gdyż chce wieść życie pełne przygód. Jedynym elementem książki, który nie przypadł mi do gustu jest zbyt duża liczba bohaterów drugoplanowych i wszystkie związane z nimi opisy, które niepotrzebnie spowalniały akcję, nie wnosząc zupełnie nic do całej historii.

Lektura „Dawcy” była moim pierwszym i mam nadzieje nie ostatnim spotkaniem z twórczością
Michała Klimaszewskiego
, książkę polecam wszystkim fanom kryminałów, horrorów i powieści detektywistycznych.

 

 

Sabina Sebyłowa, Notatki z prawobrzeżnej Warszawy, recenzja

 

Sabina Sebyłowa, Notatki z prawobrzeżnej Warszawy, recenzja

Autor: Sabina Sebyłowa

Tytuł: Notatki z prawobrzeżnej Warszawy

Wydawnictwo: Czytelnik

Rok wydania: 1985

Liczba stron: 404

Moja ocena: 6/10

 

„Notatki z prawobrzeżnej Warszawy” to zapis wspomnień Sabiny Sebyłowej z okresu II wojny światowej. Trzon książki stanowią osobiste przeżycia i problemy z jakimi borykała się autorka wraz ze swoją rodziną (nastoletnim synem, schorowanym ojcem i matką), gdy mieszkali na Pradze w kamienicy przy ul. Brzeskiej. Przed wojną wiodła dostatnie i szczęśliwe życie u boku swojego męża, oficera Wojska Polskiego i znanego poety Władysława Sebyły. Jednak agresja Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku diametralnie zmieniała jej dotychczasowe życie. Jej sytuacja stała się tragiczna, gdy jej Mąż dostał się do sowieckiej niewoli, a ona sama musiała zająć się szyciem i wyprzedawać dobytek aby zapewnić rodzinie przetrwanie.

„Notatki z prawobrzeżnej Warszawy” mają formę dziennika datowanego od 1 września 1939 do 18 marca 1945 roku. Wraz z rozpoczęciem wojny autorka rozpoczęła zapisywane swoich spostrzeżeń i najważniejszych wydarzeń, jakich była świadkiem lub o nich się dowiedziała. Najprawdopodobniej ze względu na komunistyczną cenzurę zostały wydane dopiero w 1985 r. w pięć lat po śmierci autorki. „Notatki z prawobrzeżnej Warszawy” stanowią przysłowiową „kopalnię wiedzy” na temat życia codziennego mieszkańców Pragi i Warszawy w okresie okupacji niemieckiej i pierwszych miesięcy po zajęciu stolicy przez Armię Czerwoną. Sebyłowa bardzo dużo miejsca poświęciła w swojej książce warunkom życia w okupowanej Warszawie, pisała o panującej drożyźnie, czarnym rynku, zmianach w szkolnictwie, zmianach w modzie, kulinariach, literaturze. Poruszała również bardzo trudne tematy takie jak nastroje w stolicy w ostatnich dniach września 1939 r. i w sierpniu 1944 r., opisywała również poczynania Niemców w Warszawie: łapanki, rabunki, zawłaszczanie nieruchomości, napaści na kobiety, demoralizację żołnierzy Wermahtu. Bardzo skrupulatnie odnotowywała wszystkie sowieckie naloty bombowe na Warszawę, których było ponad sześćdziesiąt.

Niestety pod względem językowym „Notatki z prawobrzeżnej Warszawy” nie należą do lektur łatwych. Styl jest bardzo poetycki i artystyczny, autorka opisując tragiczne wydarzenia związane z oblężeniem Warszawy przeplata je wspomnieniami z okresu dzieciństwa, młodości i narzeczeństwa. Tego rodzaju zabiegi wprowadzały całkowicie zbędny chaos. Mimo to w mojej ocenie książka warta jest uwagi.

Andre Norton i Rosemary Edghill, Cień Albionu, recenzja

 

Andre Norton i Rosemary Edghill, Cień Albionu, recenzja

Autor: Andre Norton & Rosemary Edghill

Tytuł: Cień Albionu

Cykl: Carolus Rex (tom 1)

Wydawnictwo: Amber

Rok wydania: 2000

Liczba stron: 320

Moja ocena: 6/10


„Cień Albionu” to powieść historyczna z elementami fantas autorstwa Andre Norton i Rosemary Edghill. Stanowi ona pierwszy tom cyklu „Carolus Rex”. Główną bohaterką powieści jest Sara Cunningham, traperka z Baltimore. Na skutek magicznych zabiegów i bliżej nieokreślonych rytuałów zostaje przeniesiona do alternatywnego świata, w którym Wielką Brytanią rządzi dynastia Stuartów, a Ameryka nadal jest dominium brytyjskim. Dziewczyna zostaje zmuszona podstępem do odgrywania roli angielskiej arystokratki markizy Roxbury, a jej zadaniem jest zażegnanie kryzysu angielskiej monarchii, przeszkodzenie Francji w realizacji jej planów i ocalenie świata przed bliżej nieokreślonym zagrożeniem. Jakby tego było mało, Sara zostaje zmuszona do zawarcia politycznego małżeństwa.

Książka „Cień Albionu” jest przykładem powieści o ogromnym potencjale, który niestety nie został wykorzystany. Motyw podróży między wymiarowych był wielokrotnie wykorzystywany w literaturze , ponieważ pozwala na tworzenie alternatywnych rzeczywistości, w których „czarne jest białe, białe jest czarne”. Niestety w trakcie czytania miałem wrażenie, iż autorki nie przyłożyły się należycie do merytorycznej części książki, zupełnie jakby uważały, że Anglia jest "pępkiem świata" i to, co się tam dzieje jest najważniejsze, a reszta się nie ma znaczenia. Choć akcja toczy się przejściowo w Ameryce, Francji i Danii, a wśród bohaterów pojawia się Polak (Kościuszko), w książce nie ma prawie żadnych informacji o tym, co dzieje się w tych państwa w czasie wojen napoleońskich.

Przebrnięcie przez pierwsze rozdziały książki, również nie było proste, opisy były bardzo szczegółowe, a wydarzenia w nich ukazane nie były ze sobą spójne. Dopiero po przebrnięciu przez pierwsze 100 stron, książka nabrała tępa, a jej lektura stała się przyjemna. Najciekawszym dla mnie elementem były przygody księcia Wessex i jego wiernego druha Kościuszki. Panowie uzbrojeni nie tylko we wrodzony urok i spryt, ale również gadgety przypominające te wykorzystywane przez agenta 007, walczyli z agentami obcych wywiadów.

„Cień Albion” autorstwa Andre Norton i Rosemary Edghill to powieść, która pod wieloma względami mnie zawiodła, choć należy docenić starania autorów w stworzenie oryginalnego świata w niej ukazanego. Jeżeli lubicie cykl „Cykl Estcarp” myślę, że i ta książka przypadnie Wam do gustu.


Graham Masterton, Drapieżcy, recenzja

 

Graham Masterton, Drapieżcy, recenzja

Autor: Graham Masterton

Tytuł: Drapieżcy

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 448

Moja ocena: 10/10


Fortyfoot House to stary wiktoriański sierociniec położony na wyspie Wight, który kryje w sobie straszliwą tajemnicę i wzbudza strach w sercach okolicznych mieszkańców. W tym miejscu pod koniec XIX wieku doszło do tajemniczej śmierci ponad sześćdziesięciorga dzieci. Sto lat później koszmar powraca. Po rozstaniu z żoną David Williams przybywa wraz ze swoim siedmioletnim synem do posiadłości, aby podjąć się jej wyremontowania.  Niedługo potem dołącza do nich Liz dwudziestoletnia blondynka, która podróżuje po Wielkiej Brytanii. Odtąd każdej kolejnej nocy słyszą oni okropne dźwięki dochodzące ze strychu, w tym odgłosy skrobania ścian i przesuwania mebli. Jest to tylko przedsmak strasznych i przerażających wydarzeń, których wkrótce będą uczestnikami.

„Drapieżcy” to książka, którą serdecznie poleciłbym wszystkim fanom literatury grozy. Akcja powieści rozwija się bardzo szybko, nie ma tu miejsca na zbędne opisy, czy dłużyzny. Każdy z 22 rozdziałów wnosi coś ważnego do historii i pozwala poznać kolejny mroczny sekret Fortyfoot House i jego dawnych właścicieli. Bardzo ciekawym zabiegiem było wprowadzenie do fabuły elementów zaczerpniętych z twórczości Edgara Allana Poe i H.P. Lovecrafta, co jeszcze bardziej podkreśliło mroczny klimat tej historii. Warto także wspomnieć, że powieść zawiera typowe dla twórczości Mastertona fragmenty erotyczne i bardzo krwawe.






Moim zdaniem najważniejszym i najciekawszym elementem historii są dwaj bohaterowie David Williams i Brązowy Jenkin. Pierwszy to troskliwy i kochający ojciec, który postępuje w życiu zgodnie ze swoim sumieniem i zasadami moralnymi, natomiast zły Jenkin to krwiożercza bestia, która lubi zadawać cierpienie. Postaci te stanowią swoje idealne przeciwieństwo i obydwaj mają jednakowy wpływ na bieg wydarzeń i finał historii.

"Drapieżcy" to najlepsza powieść Grahama Mastertona, jaką miałem dotąd okazję przeczytać. Polecam każdemu miłośnikowi grozy.

Graham Masterton, Sabat Czarownic, recenzja

 

Graham Masterton, Sabat Czarownic, recenzja


Autor: Graham Masterton

Tytuł: Sabat czarownic

Cykl: Beatrice Scarlet (tom 2)

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2022

Liczba stron: 416

Moja ocena: 8/10

Powieść historyczna to jeden z najstarszych i najpopularniejszych gatunków literackich. Książki takie jak: „Na Zachodzie bez zmian”, „Wojna i pokój”, „Hrabia Monte Christo”, czy „Krzyżacy”, zapisały się w historii literatury, miały tez wpływ na tworzenie świadomości narodowych, czy ruchu pacyfistycznego w XX wieku. Z tego powodu z pewną ostrożnością sięgnąłem „Sabat Czarownic” - powieść historyczną napisaną przez mistrza horroru Grahama Mastertona.

Londyn druga połowa XVIII wieku. Główna bohaterka powieści Beatrice Scarlet stara się uporządkować życie po śmierci męża i syna, który został porwany przez Indian. Los sprawia, iż otrzymuje propozycję pracy w rodzinnym Londynie, gdzie ma pomagać opiekunkom w przytułku dla byłych prostytutek i kryminalistek imienia Świętej Marii Magdaleny. Beatrice szybko nawiązuje kontakt ze swoimi podopiecznymi, które korzystają z jej wiedzy medycznej oraz życiowego doświadczenia. Sytuacja zmienia się, gdy siedem młodych dziewcząt wysłanych do pracy w fabryce cygar znika w tajemniczych okolicznościach. Pozostawione przez nie ślady (pentagram wymalowany na środku pokoju i kozioł przybity do ściany) oraz zeznania świadków wskazują, iż dziewczyny były czarownicami, które odprawiły czarną mszę.

„Sabat czarownic” to drugi tom serii „Beatrice Scarlet” autorstwa Grahama Mastertona. Książka napisana jest lekko, czyta się ją bardzo szybko i z dużą przyjemnością. Główna bohaterka to postać bardzo interesująca, kobieta głębokiej wiary i religii , co jednak nie przeszkadza jej w używaniu rozumu i poszukiwaniu racjonalnych wyjaśnień „nadprzyrodzonych” zjawisk. Choć pomysł na historię uważam za bardzo dobry, sama historia trochę mnie rozczarowała. Mianowicie już na samym początku Masterton dostarcza czytelnikom garść informacji i wskazówek, które pozwalają połączyć fakty, przewidzieć dalszy rozwój wydarzeń i zidentyfikować złoczyńcę. Kolejne rozdziału ukazują poczynania Beatrice, która stara się odkryć, nie kto, a w jaki sposób dokonał zbrodni.

Mimo że akcja powieści rozgrywa się w realiach XVIII wieku, to nie zachwyca pod względem opisów, których jest bardzo niewiele. Również opowieści dziewcząt z przytułku Marii Magdaleny są wyjątkowo lakoniczne, a moim zdaniem mogłyby powiedzieć dużo o realiach życia w tamtych czasach. Niestety mimo informacji znajdującemu się na okładce, książka nie zawiera elementów horroru. Jednakże bardzo miło mi się ją czytało , dlatego zachęcam fanów Grahama Mastertona do jej przeczytania.


Dominika Skoczeń, W imię Boga, recenzja

 

Dominika Skoczeń, W imię Boga, recenzja

Autor: Dominika Skoczeń

Tytuł: W imię Boga

Wydawnictwo: Wydawnictwo HM

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 336

Moja ocena: 8/10


Debiutancka powieść Dominiki Skoczeń pt. „W imię Boga” to książka łącząca w sobie elementy urban fantasy, antyutopii i romansu. Dominika Skoczeń to młoda pisarka pochodząca z Krakowa. Zajmuje się projektowaniem i programowaniem interfejsu użytkownika oraz tworzeniem i administrowaniem kursów zdalnego nauczania. Pracuje również jako instruktor w „Szkole Fechtunku Aramis”. W świecie mediów społecznościowych znana jest jako prowadząca kanał na Youtube „Czerw Fantastyczny”.

Główna bohaterka powieści, Laila Hercelrinki, to młoda dziewczyna pochodząca z najpotężniejszego i najbogatszego rodu w Termoniał. Ze względu na to, iż należy do uprzywilejowanej części społeczeństwa zwanej „czystokrwistymi”, jej życie opiewa we wszelkie dostatki, posiada wszelkie przywileje i cieszącej się specjalnymi prawami. Wszystko jednak się zmienia, gdy pewnego dnia jej narzeczony umiera na tajemniczą chorobę zwaną bożą gorączką, a ona sama trafia do Rioko – dzielnicy biedy, złodziei i prostytutek, której mieszkańcy szczerze nienawidzą mieszkańców górnej części miasta. Opatrzność wydaje się jednak czuwać nad Lailą, która zostaje znaleziona i przygarnięta przez Tanurila, który w zamian za przyrzeczoną mu nagrodę obiecuje się nią zaopiekować i gdy nadejdzie czas, dostarczyć ja bezpiecznie do domu. Wkrótce okazuje się, iż dziewczyna jest w poważnym niebezpieczeństwie, gdyż ktoś chce ją zamordować.

Powieść Dominiki Skoczeń swoim klimatem przypominała mi XIX wieczną powieść społeczno-obyczajową. Czytając kolejne rozdziały, miałem wrażenie, że „W imię Boga” to szablonowa powieść romantyczna, w której główna bohaterka pochodząca z zamożnej rodziny, popada w straszliwe tarapaty, lecz na ratunek przybywa jej biedny, aczkolwiek przystojny młodzieniec, w którym to ona się zakochuje, oczywiście z wzajemnością i tak dale i tak dalej. Na szczęście to nie jest tego rodzaju historia.

Ciekawa wizja Laili wygenerowana przez AI

„W imię Boga” przenosi czytelnika do dystopijnego świat, pełnego kontrastów, intryg i społecznego rozwarstwienia. Z jednej strony mamy „czystokrwistych”, którzy opiewają w luksusy, mają przywileje, a co najważniejsze uważają, że Bóg ich wyróżnił ponad innych. Z drugiej strony mammy liczną grupę mieszańców, którzy są traktowani jako obywatele drugiej kategorii. Żyją w biedzie, zajmują się szemranymi interesami, prostytucją, handlują dziećmi, a ich marzenia są bardzo skromne. Na samym dole drabiny społecznej są zwykli ludzie, obdarzeni inteligencją jednak pozbawieni „łaski posiadania primionów”, ze względu na co muszą mieszkać w rezerwatach. Bardzo ważnym elementem powieści jest jej główna bohaterka Laila Hercelrinki. Jest to osoba, która ze względu na swoje zachowanie, krnąbrność, ślepe posłuszeństwo względem Kościoła oraz bezrefleksyjne decyzje potrafiła przyprawić Tanurila o niezły zawrót głowy. Mimo szczerych chęci nie udało mi się polubić jej osoby, mimo to uważam że stworzenie tak charakterystycznej bohaterki to nie lada wyczyn.

Niestety, mimo że przeczytałem książkę od deski do deski, wiele wątków i pytań, które się w niej znalazły nie zostało wyjaśnione, przykładem są, chociażby primiony. Do chwili obecnej nie wiem, czym są, skąd się wzięły i dlaczego niektórzy mieszkańcy Termoniał mają ich bardzo dużo, a inni prawie w ogóle. Mimo to uważam debiut literacki Pani Dominiki Skoczeń za bardzo udany i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę mógł poznać dalsze przygody Laili i Tanurila.