Emilia Kolasa, Królestwo Marionetek, recenzja

 

Emilia Kolasa, Królestwo Marionetek, recenzja

Autor: Emilia Kolasa
Tytuł: Królestwo Marionetek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Książkowe HM
Data wydania: 2026
Liczba stron: 468
Moja ocena: 7/10


Emilia Kolasa w „Królestwie Marionetek” postanowiła połączyć kilka gatunków, tworząc historię, w której fantastyka przeplata się z romansem, a całość doprawiona została szczyptą grozy. W efekcie powstała całkiem przyzwoita powieść, choć niepozbawiona słabszych stron.
Historia rozpoczyna się mocnym akcentem. Roxandria, córka króla Tenebris, zostaje porwana, a następnie brutalnie zgwałcona w lesie. Z opresji ratuje ją Hades, tajemniczy smok potrafiący przybierać ludzką postać. Dziewczyna trafia do ukrytej w głębi lasu twierdzy, pełnej sekretów i ukrytych komnat (w jednej z nich znajduje się wmurowany w ścianę więzień)!
Podczas lektury trudno było mi oprzeć się wrażeniu, że mam do czynienia ze znacznie mroczniejszą wersją „Pięknej i Bestii”. Znajdziemy tutaj zarówno tajemniczego, niebezpiecznego wybawcę, jak i młodą kobietę, która zostaje wciągnięta w świat pełen niewiadomych. Zamiast baśniowego zamku mamy jednak ponurą twierdzę, a romantycznej otoczce towarzyszą manipulacje, iluzje i skrywane od setek lat sekrety. Całość utrzymana została w gotyckim klimacie. Alchemia, mroczne korytarze i tajemnice czające się za murami twierdzy tworzą naprawdę interesującą atmosferę. Szkoda tylko, że autorka nie zdecydowała się pójść o krok dalej i mocniej wykorzystać potencjał tego świata, nadając mu bardziej horrorowy charakter.
Choć Emilia Kolasa sięga po motywy charakterystyczne dla fantasy i horroru, nie da się ukryć, że pierwsze skrzypce gra tutaj romans. W zasadzie całą
historię można sprowadzić do dobrze znanego schematu trójkąta miłosnego, w którym dwóch mężczyzn rywalizuje o względy jednej kobiety. Magia, smoki i mroczne tajemnice stanowią dla tych miłosnych zawirowań efektowne tło. Nie jest to oczywiście nic złego, choć osobiście wolałbym, aby proporcje między poszczególnymi gatunkami wyglądały nieco inaczej.
Największą zaletą „Królestwa Marionetek” jest bez wątpienia lekkość, z jaką czyta się tę powieść. Emilia Kolasa posługuje się przystępnym językiem, nie komplikuje niepotrzebnie narracji i sprawnie prowadzi czytelnika przez kolejne wydarzenia. Dzięki temu książkę przeczytałem naprawdę szybko, a sama lektura okazała się całkiem przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu.
Niestety, znacznie gorzej wypadają bohaterowie. Zabrakło mi w nich charakteru, wyrazistości i czegoś, co pozwoliłoby zapamiętać ich na dłużej. Momentami miałem wręcz wrażenie, że oglądam jedną z latynoskich telenowel, które w latach dziewięćdziesiątych królowały na ekranach polskich telewizorów. Wielkie uczucia, dramatyczne wydarzenia i miłosne rozterki nie są w stanie przesłonić faktu, że postacie pozostają dość schematyczne. Brakuje im „ognia”, a przecież w świecie pełnym magii, tajemnic i moralnych niejednoznaczności można było pokusić się o znacznie ciekawsze kreacje.
Szkoda, ponieważ sam pomysł na historię ma spory potencjał.
Szczególnie zainteresował mnie motyw eksperymentów alchemicznych, który momentami przywodził mi na myśl kultowe „Fullmetal Alchemist”. To właśnie ten element opowieści zasługiwał, moim zdaniem, na znacznie mocniejsze rozwinięcie. Alchemia, niebezpieczne eksperymenty i tajemnice skrywane w murach ponurej twierdzy mogłyby stać się fundamentem naprawdę mrocznej historii. Mniej melodramatu, więcej psychologicznej gry, niepokoju i grozy, a cała opowieść nabrałaby zupełnie innego ciężaru.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz