Eric Elfman, Nasze miasto, recenzja

 

Eric Elfman, Nasze miasto, recenzja

Autor: Eric Elfman

Tytuł: Nasze miasto

Cykl: Z Archiwum X (seria czerwona), tom 4

Wydawnictwo: Da Capo

Rok wydania: 1997

Liczba stron: 95

Moja ocena: 7/10


Małe miasteczka mają to do siebie, że z pozoru wszystko jest w nich proste. Każdy zna każdego, wszyscy wiedzą, czym zajmuje się sąsiad, a największą sensacją może być awaria lokalnej kanalizacji. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ludzie zaczynają znikać.
Punktem wyjścia historii jest zniknięcie mężczyzny w średnim wieku, pracującego jako kontroler w miejscowym zakładzie przetwórstwa drobiu. Po zbadaniu sprawy okazuje się, że nie jest to pierwszy taki przypadek. W ciągu kilkudziesięciu lat w okolicy przepadło bez śladu ponad osiemdziesiąt osób. Do tego dochodzą opowieści o tajemniczych światłach pojawiających się za drzewami. Brzmi jak klasyczna historia o kosmitach? Owszem. I przez pewien czas można odnieść wrażenie, że dokładnie w tę stronę zmierza cała opowieść. Problem w tym, że prawda okazuje się znacznie bardziej ponura.
Muszę przyznać, że początek „Naszego miasta” nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia. Historia rozwija się dość powoli, jednak mniej więcej od połowy sytuacja zmienia się diametralnie. Fabuła zaczyna się rozkręcać, atmosfera gęstnieje, a kolejne elementy układanki pokazują, że przemili mieszkańcy tego miejsca mają na sumieniu znacznie więcej, niż można było początkowo przypuszczać. Najbardziej podobał mi się motyw rytuałów i kanibalizmu oraz ich wpływ na funkcjonowanie całej społeczności. Mieszkańcy miasta tworzą zamknięty, chory system, w którym pewne zachowania stają się czymś zupełnie normalnym. Ich relacje, sposób odnoszenia się do obcych oraz codzienne funkcjonowanie potrafią naprawdę przerazić. Właśnie ten klaustrofobiczny klimat małego, zamkniętego na świat miasteczka jest jednym z największych atutów tej historii.
„Nasze miasto” jest dla mnie trochę jak dobrze zrealizowany odcinek serialu. Historia ma konkretny pomysł, kilka naprawdę mocnych momentów i interesujący finał, ale jednocześnie pozostawia niedosyt. I właśnie dlatego uważam, że ten koncept spokojnie można było rozwinąć do pełnoprawnej, liczącej 200–300 stron powieści. Jest tutaj materiał na znacznie większą i bardziej rozbudowaną historię.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz