Autor: Walter Tevis
Tytuł: Człowiek, który spadł na Ziemię
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 192
Moja ocena: 8/10
Na pierwszy rzut oka „Człowiek, który spadł na Ziemię” wydaje się
historią prostą. Kosmita przybywa na naszą planetę, przyjmuje nazwisko Thomas
Jerome Newton i wykorzystując swoją przewagę technologiczną, zaczyna budować
finansowe imperium. Jego celem jest zdobycie pieniędzy potrzebnych do
skonstruowania statku, który pozwoli mu wrócić na rodzinną Antheę – planetę
wyniszczoną przez wojnę. Tevis szybko pokazuje czytelnikowi, że wcale nie
interesuje go opowieść o kosmicznym przybyszu podbijającym Ziemię. Newton jest
obcym, który próbuje przetrwać w świecie, którego do końca nie rozumie.
Nasz kosmita przed przybyciem na Ziemię zdobywał wiedzę o naszej kulturze
głównie z transmisji telewizyjnych. Mimo całej tej wiedzy szybko musi nauczyć
się funkcjonować wśród ludzi, ich zasad, pieniędzy, polityki i fałszywej uprzejmości.
Każdego dnia musi zmagać się z ziemską grawitacją, jego ciało ma swoje
ograniczenia, a z czasem zaczyna również coraz mocniej uzależniać się od ginu.
Do tego dochodzą wątpliwości dotyczące jego misji i coraz większe problemy z
odnalezieniem własnego miejsca na Ziemi. Im dłużej przebywa wśród ludzi, tym
bardziej jego historia przestaje być opowieścią o kosmicie, a staje się
historią człowieka, który próbuje znaleźć sens w świecie, który nie jest jego
światem.
Tevis przy okazji pokazuje bardzo interesujący obraz amerykańskiego
społeczeństwa. Można odnieść wrażenie, że dzieli je na trzy grupy. Na szczycie
znajdują się ludzie bardzo bogaci, posiadający władzę, pieniądze i wpływy. To
oni mają realną możliwość kształtowania rzeczywistości i decydowania o
kierunku, w którym zmierza państwo. Niżej znajduje się klasa średnia – ludzie
ciężko pracujący i próbujący osiągnąć sukces. Symbolem tego sukcesu staje się
przede wszystkim własny dom, najlepiej z basenem. To właśnie wokół pracy,
pieniędzy i kolejnych dóbr materialnych organizują swoje życie. Na samym dole
znajdują się natomiast ludzie żyjący z zasiłków. Co ciekawe, Tevis nie
przedstawia ich wyłącznie jako ofiar systemu. Pokazuje również tych, którzy
przyzwyczaili się do takiego życia i nie mają szczególnej motywacji, żeby je
zmieniać. W wizji autora Stany Zjednoczone są na tyle bogatym państwem, że mogą
utrzymywać miliony ludzi, którzy nie chcą pracować. Jest to kolejny element
krytycznego spojrzenia Tevisa na społeczeństwo i amerykański model gospodarczy.
Warto wspomnieć, że pierwsze wydanie książki ukazało się w 1963 roku, w
samym środku zimnej wojny. Tevis wykorzystuje historię Newtona jako pretekst do
pokazania świata ogarniętego obsesją rywalizacji i przygotowanego do kolejnego
konfliktu. W książce mocno wybrzmiewają antywojenne i pacyfistyczne akcenty.
Ciekawa jest również wizja przyszłości przedstawiona przez autora. Tevis
zakładał między innymi, że w latach 80. Stany Zjednoczone przestaną być
dominującą potęgą, a świat zostanie podzielony przez konflikty gospodarcze i
polityczne. Pojawia się między innymi rywalizacja USA z Kanadą i Brazylią oraz
rosnące zagrożenie ze strony Chin, które autor przedstawia jako państwo o
faszystowskim charakterze.
„Człowiek, który spadł na Ziemię” to dla mnie przede wszystkim bardzo
dobra historia o samotności i próbie odnalezienia się w obcym świecie. Kosmita
okazuje się tutaj jedynie punktem wyjścia. Tevis opowiada o ludzkich
słabościach, ambicjach, uzależnieniach, wojnie, nierównościach społecznych i
potrzebie posiadania własnego miejsca. To książka, która ma już ponad
sześćdziesiąt lat, a mimo to nadal potrafi postawić kilka niewygodnych pytań. I
chyba właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.
Na podstawie powieści powstał w 1976 roku film w reżyserii Nicolasa Roega
z Davidem Bowiem w roli głównej, a w 2022 roku doczekała się również serialowej
adaptacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz